Zygmunt Jan Prusiński
PORANNA AMBIWALENCJA CUDÓW
Magdzie Siudy
Dotykam twoją pierś jak rozwiniętą różę.
Mały lęk zakołysał lotem jaskółczym -
wbijam się w twoje niebo ciała,
soki spływają żywiczne z sosny.
Magda namiętna oczekuje fal.
Biodrami porusza się i gra etiudy.
Wiolonczela nie skarży się na dźwięk,
potrafi podnieść poza zasięg słuchu.
Roztopy i Potopy w ludziach.
Szkli się pęknięta rysa w słońcu.
Obiegłem całe ciało w porannej sile,
zaprosiłem do miłości - światło.
Lampy przydrożne, kamienie polne,
ptaki wędrowne zapraszam na koncert.
W jednym rozdziale jest tyle piękna;
spontaniczność się w nas rozbiera !
7.06.2010 - Ustka
Poniedziałek 7:14


Komentarze
Pokaż komentarze