Zygmunt Jan Prusiński
KOBIETA BIAŁYCH LUSTER
Trwa moja wędrówka. Jestem wędrowny jak samotny ptak, w tej krainie gdzie tak trudno o miłość. Rozlewam swoje rzeki na łąkach. Lasy ze mną idą – towarzyszą swoją kulturą. Kocham te moje lasy ! W nich zostawiam zapisane wątki intymnej spowiedzi. Spowiednikiem ciała i światła jest Sylwia Żwirska. To poemat nieskończony – jak te uczucia i odczucia w wierszach. - Czy dotrwam do niej, do nieskończoności jej ciała w moich białych lustrach ? Jak ciężko jest udowodnić że miłość do kobiety jest tak trudna. Wciąż szukam ją, rozdarty w muzyce ciszy... Może otworzy okna, bym ugościł płomieniem kochanka...
Ustka. 31 Sierpnia 2011 r.
Środa 9:13

Sylwia Żwirska
Zygmunt Jan Prusiński
GORĄCA GRZEJESZ MOJE SERCE
Sylwii Żwirskiej
Motto: Moje ptaki na plaży i ty wieczna
Zatrzymajmy sekundy, minuty, godziny...
W tej wiecznej tajemnicy zostańmy w białych lustrach,
niech rozgrzewa się serce moje - nago zatańcz !
Zbiory z lata miłości schowam do książki.
Srebrzysta tęcza skrzydłami płynie,
wciąż uczący się miłości poeta -
nie milkną jego sztandary.
Przytulam twe piersi jak jabłonie !
Przytulam w sobie twe uda i pośladki,
kieruje się znanym szlakiem by dotrzeć
tam gdzie spokoju potrzebuję...
Rozwidnij światło ! Róża rozkwita -
spocznę w tym ogrodzie błogi,
jak w białym lustrze
odpoczywają skrzydła ptaka.
31.8.2011 - Ustka
Środa 8:48
Zygmunt Jan Prusiński
TAŃCZĘ W TOBIE MUZYKĄ
Sylwii Żwirskiej
Tańczę w tobie na koniec lata.
Zapisuję szepty - nawet nie wiesz,
ile ich wypowiedziałaś w chwili odbioru.
Cały lipiec i sierpień krążył jaskółką.
Potrafiłem wzbogacać samoczynnie
twoje pragnienie w czeluści dźwięków.
Grałem na pianinie standardy jazzowe.
Otwierałaś się jak mgła w słońcu,
wchodziłem nutą by brzmiało życiem.
Wiem że sierpień się kończy...
Ale wrzesień będzie dla nas Sylwio
lepszym ogniwem - to miesiąc „wagi”.
Nastroję cię jak dobry instrument.
Powtórzymy nastroje - powtórzymy
wzajemne nauki o ważnej miłości.
30.8.2011 - Ustka
Wtorek 23:07
Zygmunt Jan Prusiński
W LEŚNYM UROKU
Motto: "Jak ja kocham las !!!
I odpoczynek na leśnym runie".
- Sylwia Żwirska -
Wiem o tym.
W moich wierszach tego lasu sporo...
Dlatego zapraszam cię do Księżycowego Lasu,
tam możesz czuć się swobodna.
Dzisiaj na kolację będziemy jeść
dziczyznę na miodzie ze śliwkami -
to moja specjalność Sylwio.
Firanki w oknie uwolnione tańczą,
jaskółka drażni się z sójką...
Wiewiórki skaczą na ganku -
w radiu śpiewa Barry White
"Let the Music Play"!
Chodź moja Księżniczko Lasu,
pokocham każdą część ciała. -
Ach, te rytmy, rytmy...
27.8.2011 - Ustka
Sobota 14:54
Zygmunt Jan Prusiński
WIERSZEM PRZEPRASZAM
Motto: "Te tapetę na ścianie sama kładłam.
Nikt mi nie pomagał".
- Sylwia Żwirska -
Byłem w podróży Sylwio.
Moja misja jest w dżungli,
gdzie zaprzyjaźniam się z anakondami.
Daleko byłem od Poznania.
Mogłem najpierw tapetę położyć
a później polecieć do Amazonii.
Noc z tobą to same księżyce...
Pomagają nam przetrwać te chwile,
kiedy samotność dokucza.
Nie czyń nic beze mnie.
Jestem twoim nietoperzem...
w miłości oddany i trwały.
Jak ślad wędrowca na drodze.
Księżniczko, za trzy dni wrócę !
26.8.2011 - Ustka
Piątek 21:39
Zygmunt Jan Prusiński
PRZYJDŹ W TYM STROJU DO LUSTRA...
Sylwii Żwirskiej
Przyjdź w tym stroju do lustra,
tam czekam.
Uwiodę słowami wiatr
w twych włosach.
Moja serdeczność przytulania,
las przyjdzie do nas.
Białe ciało w białych lustrach,
ile miłości ci oddam...
Tak, winien ci jestem
trzy noce naprzód.
Z księżycem piszę wiersz,
że jeden poeta kocha
naprawdę !
26.8.2011 - Ustka
Piątek 19:17
Zygmunt Jan Prusiński
ROZTAŃCZONE PIERSI O ŚWICIE
Sylwii Żwirskiej
Łakomy jestem o świcie
jak mój kot Czarek,
wędrujący nocą po dachach
chce się przytulić...
Zbieram na ciele dotyki,
jakbym się uczył nut muzyki.
Srebro łączę ze złotem,
ubieram kolory w tobie.
Rozwidniasz uda niewinnie,
skradam się jak złodziej.
Niech mi nikt nie przeszkadza -
nawet dzwony w kościele.
Każdy świt jest inny
tylko ja - prawdziwy...
Kochanek !
25.8.2011 - Ustka
Czwartek 15:43
Zygmunt Jan Prusiński
BAL W SALI LUSTRZANEJ
Motto: „Zawsze stroniłam od wódki,
bo jej picie ma wiadome konsekwencje...
Ale czy można upić się kilkoma
butelkami czerwonego wina”!??
- Sylwia Żwirska -
Tę noc księżycową zapamiętam,
stałaś na tarasie w profilu cienia,
jakby cię księżyc zapraszał.
Nie przeszkadzałem ci dotykać nocy...
Tańczyłaś ze mną i z innymi -
uśmiechnięta kokietowałaś mnie.
Byłem ci wówczas winien kilka słów,
nawet myślałem że te słowa usłyszysz.
Czerwone wino niczemu niewinne,
samo się cieszyło z uwolnienia z butelki.
Pijmy za szczęście miłości księżniczko.
Pola truskawkowe dojrzewają w ciszy;
tylko ja wciąż niespokojny przed lustrem
zgubiłem wątek intymnego wiersza.
24.8.2011 - Ustka
Środa 8:00
Zygmunt Jan Prusiński
W PROMIENIACH UCZUĆ...
Sylwii Żwirskiej
Mam teraz więcej stron,.
przyglądam się w książce jak w lustrze,
wszędzie jesteś Sylwio ! -
Nie jestem więc samotnym dłużnikiem,
nie jestem bez szans
przejść głęboką rzekę bez nazwy.
Otaczam się promieniami uczuć,
jest mi ciepło - polana iskrzy
bym położył się obok ciebie.
Trwajmy w tej miłości,
okoliczne drzewa są naszymi przyjaciółmi
a ile wron tańczy na piasku.
Dotknij mojej ręki -
ta ręka pisze wiersze i ciebie dotyka
kiedy śpisz w tej książce bezpieczna.
- Czujesz mój pocałunek na brzuchu ?
24.8.2011 - Ustka
Środa 7:41
Zygmunt Jan Prusiński
PRZY BIAŁYM LUSTRZE PIERSI ZAKRYWASZ
Sylwii Żwirskiej
Odpocznę trochę. Wróciłem z podróży,
pośród akacjowego westchnienia
słowo po słowu - listek po listku,
i wyszedł akacjowy poemat.
I chciałoby się z tej podróży, ucałować piersi,
głodny jam wędrownik po twoim ciele
z szaleńczym rytmem kołyszę względy -
rozwiń białe uda na boki; źródło czeka !
Lustrzane odbicie. Jestem w nim Sylwio,
przygotowany na dwie strony rzeki.
Więc tymi brzegami, konturami w cieniu,
wibrują nurty i wiry - słodzę pocałunkami.
Nie odchodź od lustra. Nie zostawiaj mnie,
w białej pajęczynie obwieszczam zaklęcie !
22.8.2011 - Ustka
Poniedziałek 23:35
Sylwia Żwirska
__________________________________
Karol Zieliński
KRYTYK I POETA
(recenzja o książce pt. „Kobieta białych luster”)
Zygmunta Jana Prusińskiego traktuję jako wzorcowego człowieka końca XX wieku, (który jest utalentowany talentami renesansowymi, pragnie, nie tylko dla siebie bo jest altruistą) kocha, pisze, odczuwa, szaleje, miota się i... od frustracji, może przyjść do szybkiej fiksacji (psychologia - która czeka każdą jednostkę, która znajdzie się w sytuacji bez wyjścia). A taka sytuacja bez wyjścia rysuje się przed większością z nas. Przed tymi, którzy albo źle się ustawią w wyścigu szczurów albo zostaną pogryzieni, albo odpadną.
Żyjemy, wprawdzie usiłujemy "żyć", ale właściwie udajemy (jedni przed drugimi, jak niewolnicy) że żyjemy (a sami się oszukujemy i pocieszamy, że "żyjemy" (bo pozwalają nam oddychać), ale jest to wegetacja i czekanie na śmierć (oddaloną w czasie), w oszukańczym letargu, w którym cierpliwie piszemy wiersze, jakichś listy, karteczki wspomnień, wzdychania, modlitwy, nadzieje... itd. żeby nam się wydawało, że "żyjemy", jak jakieś omszałe od wilgoci stworki, rozmawiamy z cieniami w platońskiej jaskini.
Powiem Panu poecie i to, co wynika z moich doświadczeń - eksperymentów robionych podczas stosunków miłości tantrycznej ! Otóż, żeby wielbić mistycznie ciało partnerki podczas stosunku; do tego stopnia, że zatrą się jego fizyczne atrybuty i przemienią w fantomy ponadczasowego i wiecznego piękna, to nasza myśl musi być absolutnie wolna (w kreacji, pozbawiona związków deterministycznych) czysta i wyprawa z wszelkich naleciałości kompleksów niższości. (A jest to możliwe albo u osobników całkiem idealistycznych albo skurwysynów wypranych z wszelkich wyrzutów sumienia). Jeśli choć na chwilę powstanie w umyśle cień wątpliwości, czy jestem wart tej kobiety, czy aby nie widzi we mnie nic z tego omszałego pnia z platońskiej jaskimi, gdzie społeczeństwo trzyma mnie jako niewolnika, to wszystkie wysiłki na nic. Jednym słowem przemiana nie nastąpi. Tantryzm (ten intelektualno-duchowy - który znają również jezuici) jest możliwy tylko wśród panów tego świata i wśród panów niewolników. Dla niewolników pozostaje brudny seks suki z kundlem pod psią budą, zwaną szumnie blokiem mieszkalnym, wykupionym mieszkaniem, domkiem jednorodzinnym itd... ale w istocie są to psie budy i przymusowe beczki diogenesa. Z tym, że Diogenes siedział w beczce dobrowolnie, a my siedzimy z przymusu. W każdym razie, już na koniec, ciało pokryte mchem i porostem nędzy, nie dostąpi tantrycznego przebóstwienia. Biedak nie potrafi się cieszy naprawdę ciałem kobiety, jej duszą, ani własną duszą i własnym ciałem. Nie można się po katolicku cieszyć tylko własną duszą, bez (brudnego i brzydkiego, spracowanego) ciała i duszą kobiety również bez jej (brudnego, spracowanego, biednego) ciała, bo to jest oszustwo. W tym miejscu nauka Chrystusa, moim skromnym zdaniem nie jest dopracowana i ma jakieś luki.
Jest jeden wyjątek, gdzie można się oderwać od nędzy świata i po wyjściu z "jaskini" doznawając tantrycznego cudu, wtedy gdy kochankowie będą buddystami, a w naszych europejskich warunkach anarchistami, klerkami, wegetarianami, ascetami i tymi, którzy gardzą tym społeczeństwem kundli. Tacy dostępują oczyszczenia, bo widzą błoto, przemoc i zbrodnie tego społeczeństwa tak jasno, że w tym ogniu zostają oczyszczeni, jak w piecu, jak w świetle słońca z jaskiniowego błota. I oni, mogą dostąpić tantrycznego przebóstwienia. Nie inaczej.
I wydaje mi się, szanowny poeto, że takie życie jak nasze jest podłe, i że my sami jesteśmy podli, dopóki nie powiemy sobie szczerze, że albo ŻYCIE, czyli wyścig szczurów i konsumpcja owoców z wyścigu szczurów, albo okłamywanie się takich podłych niewolników jak my, że jest jakieś życie takie jak nasze i można nawet być biednym w kapitalizmie i być szczęśliwym. Otóż poeto Prusiński, nie można.
Teraz rozumiem, dlaczego młodzi filozofowie i idealiści naczytawszy się Nietzschego wstępowali do NSDAP.
Rzuciłem temat, który, mnie dręczy, jak mogę zachować własną godność w takim potwornym społecznym chlewie i w klatce pełnym krwiożerczych szczurów. Przecież trzeba być ślepy, żeby stojąc na ulicy i obserwując odpersonalizowanych przechodniów albo wściekłych kierowców pędzących w tysiącami aut nie widzieć tego, że jeden w drugiego, to jest szczur, szczur, szczur... gdyby mu wejść w drogę, gdyby zabrakło foliowanego żarcia to zagryzie i poderżnie gardło. Ja rozumiem, że głód jest silniejszy od rozumu, ale gdzie jest rozum gdy jeszcze nie ma ("prawdziwego") głodu i jest czas zabezpieczyć przyszłe człowieczeństwo przed powszechną zatratą ? Zresztą co tam gadać o przyszłym człowieczeństwie skoro go już nie ma dzisiaj, bo wystarczy spojrzeć na jadących w samochodach miliony golemów, pseudoludzi i zombi.
Jestem ciekaw, co o tym sądzi nasz poeta. Bo ja osobiście, w przeciwieństwie do niego w ozdrowieńczą Paruzję nie wierzę.
Kraków. 03.08.2011



Komentarze
Pokaż komentarze (180)