Zygmunt Jan Prusiński

ROZTAŃCZONE MGŁY
Jest dziewczyna na łąkach,
czeka na wiersz.
Tak napisałem do Ilony Jędrzejewskiej, kiedy to ta wędrówka powstawania po kolei tych wierszy, były wyznaniem ale najpierw wyzwaniem, czy podołam. Tworzenie Poezji Miłosnej nie jest spacerkiem po parku. To nie wiersz dowolny w tematyce, tu są pewne reguły ułożenia też wyznań do kobiety w naturalny sposób. Nie może być sztuczna wylewność, nie może być także takowa nachalność... Ciało kobiety to jak rozwój liści na drzewach. Czy ktoś potrafi z drzewami rozmawiać ? Ja to czynię zawsze kędy tylko bywam w zalesieniach. Więc dla mnie Kobieta jest jak to Drzewo.
Książka „Roztańczone mgły” jest zbiorem wybranym. To znaczy znajdują się tam utwory pisane do różnych kobiet, których w życiu ich nie spotkam. Tradycyjnie żadną z moich bohaterek wierszy jeszcze nie spotkałem. - I nie chcę spotykać. Bo czy Ilona czy poprzednie prezentowane w moich książkach kobiety z imienia i nazwiska, są li tylko metafizycznymi duchami.
Duch jest bezpieczniejszy od żywej kobiety...
Może takie Spotkanie odbędzie się w niebie.
Autor - ZJP
Ustka. 28 Stycznia 2012 r.
Sobota 13:47

Zygmunt Jan Prusiński
BALLADĄ KU MIŁOŚCI
Jeśli zgubisz myśl o mnie,
nie martw się wyrośnie nowa.
Całuję twoje ciało nocą,
śpisz w zielonej sypialni
promieniami moich rąk.
Rozczulam nuty ballady -
w słońcu wysuszam stopy.
Otulam drzewne ziewanie,
a owoce zbieram z trawy
na jutrzejsze posilanie.
Ilono niebieskich drgań,
podbijam jałmużnę w cenie
złotego kruszcu na palecie.
Ostatecznie wyjmujesz wiersz
ze mnie by przytulić do serca.
Jeszcze zostańmy w sobie -
świtać będzie za dwie godziny.
Te ballady rodzą się w dotykach
dwu gałązek w głębokim lesie;
wystarczy kołysanie na wietrze.
1.10.2011 - Ustka
Sobota 17:52
Zygmunt Jan Prusiński
WIATREM KU MIŁOŚCI...
Chwilowo była pauza.
Pisaliśmy chmurami myśli
na odległość rozumieliśmy
że nie można zamknąć książki
bo nie jest skończona.
Przyszłaś do saloniku -
pomachałaś gałązką wiśni.
Okwiecona jak krzak magnolii
skradałaś moje ruchy...
Przez wiatr w progu drzwi
całowałem twoje włosy.
Usłyszałem drganie chwili -
dopisałem czułość w wierszu.
Ilono cicha jak struna skrzypiec
gram w tobie narodziny słowa.
22.9.2011 - Ustka
Czwartek 21:11
Zygmunt Jan Prusiński
ROSĄ KU MIŁOŚCI...
Rozmowa z tobą jest intymna.
Nad stawem od świtu kłócą się kaczki,
leniwe lilie jeszcze zaspane
a rosa buduje mozaiki.
I gdzieś tam pomiędzy zaczepiania
myśli się złocą o tobie.
Przychodzisz w to miejsce
jak królowa w niebieskiej sukience.
Przytul Ilono tę wierzbę nad stawem,
obudź moje czyny w wierszu.
Szeleści lot kolibra - słyszę
nuty pisane do piosenki.
Może czujesz moje kochanie,
kiedy dotykam twe stopy, uda, brzuch.
A piersi brzmią cykaniem -
drga spowiedź ciała w moich rękach.
9.9.2011 - Ustka
Piątek 8:49
Zygmunt Jan Prusiński
ACH TE RANKI, RANKI PRZY TOBIE
Poruszam się w twoim pragnieniu.
Zamykasz oczy by lepiej przyjąć mnie,
w dzikiej kniei rozkochuję
świat twój intymny.
Wystarczy mi delikatne wstąpienie,
osądzam sytuację z kolorami
- stara sosna za oknem
mruczy jak kot.
Jesteś w moim posiadaniu z rana.
Jakbym cię Ilono rzeźbił od nowa,
unosisz się bym dotrwał
szlakiem wiatraków -
i ja szukam wiatru...
Obejmij mnie ramionami -
obejmij mnie nogami.
Z iskry powstaje płomień,
z ogniska - pożar ciała !
Ach te ranki przy tobie...
31.8.2011 - Ustka
Środa 20:55
Zygmunt Jan Prusiński
ZAMÓWIMY NOC DLA SIEBIE
Napiszemy do siebie list
a w nim zaproszenie,
by z siedmiu nocy tygodnia
wybrać tę odpowiednią noc.
Naga noc bez księżyca
miłosne ballady pod poduszką,
ułożę cię Ilono wierszem
złociste słowa zapiszę.
A rano szczęśliwym głosem
wykrzyczę pod kasztanem,
że ta noc była ważna
najważniejsza w moim życiu.
30.8.2011 - Ustka
Wtorek 17:33
Zygmunt Jan Prusiński
JESTEŚ W MOIM KRYSZTALE MIŁOŚCI
Wtorkowy ranek i twój obraz ciała
kruszą się błyszczące ziarenka kruszcu.
Zbieram je dokładnie - szmer słyszę
z sosen rosnących w pobliżu...
Roztańczone myśli w twoich piersiach
karmisz mnie ich wdziękami.
Poruszam je delikatnie jak dwa listki
schodzę z gór poniżej - całuję
sam roztańczony rytmem kropli.
Upadam lotem motyla -
zatrzymałem się w okolicach ud...
Ilono ! Słyszysz ? Słyszysz ?
Ogrody kryształowe nucą pieśń.
30.8.2011 - Ustka
Wtorek 9:38
Zygmunt Jan Prusiński
TWOJE CIAŁO, MOJA MODLITWA
W ukrytym kolorze
potrafię zatrzymać się...
Kocham twoje ciało
w mej ułożonej modlitwie.
Jabłonie wydały owoce
tym którzy potrzebują
strawić miąższ jabłka.
Może odważysz się i podasz,
jak Ewa Adamowi w Raju...
Na pewno twoje jabłko przyjmę !
29.8.2011 - Ustka
Poniedziałek 19:03
Zygmunt Jan Prusiński
AKSAMITNE CIAŁO W BŁĘKICIE
Rozumiemy się wedle melodii.
Układam nuty na piasku,
słyszysz ich poszum.
Kryształowe paciorki błyszczą,
jestem po drugiej stronie.
Echo rozbija się w nas -
soczystość w tobie...
A w nocy gwiazdy opowiadają
o naszej cichej miłości.
28.8.2011 - Ustka
Niedziela 19:52
Zygmunt Jan Prusiński
NIEBOLESNY WIERSZ MIŁOSNY
Możesz ze mną zatańczyć
i malować chmury na łące.
Możesz ukryć się w akacjach
bym cię znalazł przed zmierzchem.
Możesz dla mnie napisać wiersz
niech będzie szczery jak światło.
Możesz mnie spotkać tu i wszędzie -
wystarczy się otworzyć - otworzyć.
Przybędę - natchniony tobą przybędę...
19.8.2011 - Ustka
Piątek 19:30

Głos Mistrza: Konkret w Obronie Poezji
Komentarz z lubczasopisma: Ale Literatura
@Zygmunt Jan Prusiński
Panie Zygmuncie, dopóki mam jeszcze siłę i chęć, czuję, że ktoś powinien zabrać głos w obronie honoru tej biednej kobiety, POEZJI, (która tu występuje w niewdzięcznej roli bajzelmamy, ale tak być musi. Bo gdy kobiety nie poczuwają się do obowiązku chędożenia z poetą, to obrusza to Dziewięć Muz i wszystkie zamtuzy Olimpu. A Ona – Matka naszego umysłowego Życia – Poezja - jest taka jak Delficka Pytia.) Co to oznacza? Oznacza, że jeśli jesteśmy dziedzicami śródziemnomorskiej kultury, to musimy zdawać sobie sprawę, aż do bólu, że naszej dorosłości nie da się załatwić współczesnym eufemizmem ani innym (naukowym, religijnym, „kulturalnym”) wykrętem. To znaczy pewne rzeczy muszą być powiedziane szczerze, prosto z mostu. A prawda o Poezji-Pytii jest taka że ma ona otwory w ciele, jak każda kobieta i muszą być one zaspakajane przez mężczyznę (albo kobietę). Te otwory są odpowiednikami rozpadlin skalnych nad którymi siedziała Pyta na delfickim wulkanie a wydobywające się siarkowodory (Co za genitalny smród ! – piździ smród, w którym pracowały prostytutki świątynne) doprowadzając ją do prorockiego szału. Wielu poważnych ludzi i polityków przyjeżdżało do Pytii, zadając tej poetce najróżniejsze pytania i nikt nigdy nie zarzucił jej kłamstwa ani nawet pomyłki. Pomimo, że jej przepowiednie BYŁY KRAŃCOWO WIELOZNACZNE. Nikt się nie odważył jej wieloznacznym wypowiedziom przypisać kłamstwa albo głupoty. Zawsze wszystko tłumaczono na jej korzyść, raczej sobie przypisując niezrozumienie proroctwa i własnej głupocie. Co to ma wspólnego z pańską poezją ? Bardzo wiele.
Przyglądając się strukturze, chemii i architekturze pańskich wierszy, widzę, że Pan oszukujesz swojego kuta…sa i tłamsisz w portkach, bez kontaktu z gołą babą, a on krzyczy z bólu jak zwierzę i wyrywa się do realnego życia. A realne życie jest podłożem i karmą naszej poetyckiej wyobraźni. Może inni tego nie słyszą ale ja to słyszę ! To błaganie o gołą babę ! Człowieku, okrutny jak średniowieczny asceta, dla swego członka !
W pańskich wierszach coraz bardziej widać, że to jest suchy pedalarz. Znaczy to, że instruktor wpuszcza kursanta do samochodu i każe mu przez cztery godziny dziennie deptać pedały, bić pięścią w klakson, naciskać przyciski kierunkowskazów, ale auto stoi w miejscu. Silnik zgaszony, instruktor kluczyki ma w kieszeni i poszedł do baru. A Pan pedałuje jak cholera. Chociaż pięknie Pan pisze, jak Pan jej naciska te „pedały” i maca te klaksony, i naciska te guziki kierunkowskazów na koniuszkach jej cycków… to przecież jest to fałszywa sytuacja, bo nie tylko „stoicie”, ale w ogóle tego auta nie ma (auta jej kobiecego ciała). Na palcu manewrowym jesteś Pan sam i wykonujesz dziwne „ruchy”, „zwroty” i „komendy” (miłosne), jakby sam do siebie, jak dziad do ściany. Przykro patrzeć. Ktoś obserwując Pana, gotów pomyśleć, że widzi faceta który postradał zmysły. Ale ja Pana rozumiem, biedaku. Taki jest los poety ! Nieszczęśniku i waryjacie !
Przecież to jest sytuacja fałszywa. Petrarka owszem, nie macał nigdy Lury, ale pisał właśnie ciągle tęsknie o tym, że nie może wytrzymać bez macania i narzekał na swój męski, i także na swój poetycki los.Bo gdyby nie był poetą, a bogatym kupcem, możnym rycerzem, bogatym biskupem albo prałatem Kościoła, to Laura, albo inna przysadzista Donna, wchodziłaby mu co noc do łóżka. I on by wtedy pisał: „Ale mi dobrze – Alem wycałował twoje udko”… i to by była prawda. A Pan pisze, że Panu było, lub jest dobrze (poetycko dobrze), bo (wiersz jest zadowolony, tylko nie pański członek) i to jest kłamstwo. Po co się oszukujesz biedaku ? Natomiast Pan sugeruje, że Pan maca, lub macał (po poetycku, tak się Pan oszukujesz, ale opuszki pańskich palców (brzuśce – jak pisze Parandowski) nie napełniły się zapachem kobiecego lubricatio). Już już (tak Pan pisze) jest blisko, był Pan blisko, w kudłach na milimetry od macania. Ale faktycznie macanka nie ma i nie było. Tylko cierpka i kwaśna, jak nasze męskie łzy, przeklęta wyobraźnia. Niech to szlag ! A jeśli się Pan przyznaje do braku macania przez ostatnie lat dwadzieścia epoki Balcerowicza, co nijak to nie koresponduje z postawą jaką przybierasz w wierszach: „dajemy sobie buzi buzi, całuję się tam…w udko, etc” chociaż faktycznie cię nie całuję… Tu jesteś Pan niewiarygodny. (Ja Pana osobiście rozumiem, ale przeprowadzam rozumowanie takie, jakie robią inni).
Dzisiaj tylko praktykujący ogier ma prawo do ogłaszania się królem orgazmów. I robi to w telewizji, w kolorowych gazetach i w Internecie. Natomiast biedny poeta, któremu niewiasta skąpi odrobiny ciałka, nie ma prawa nawet napisać erotycznego soneciku, że ją symbolicznie całuje w „rozochocone udo”. Jakiś ogier z filmowego towarzystwa nie wysila się na poetyckie aluzje, tylko wali prosto z mostu: „Miałem ją i rozkosznie stękała” – piękna poetycka strofa, ucz się Pan, niedołęgo poetyckiej odwagi i ekspresji uczucia ! Dziewczyna nie zaprzecza prawdzie, a nawet potwierdza, że stękała, bo ją to nobilituje. Pod aktorem czy biznesmenem się nie wstydzi (stękać), a pod poetą się wstydzi. Pod poetą by nie stękała ! Tym bardziej, że one odtrącają poetę (jak Maryla Wereszczakówna Miśkiewicza), jako śmiesznego pajaca i raroga.
Miałem w młodości taki przypadek: naszedłem piękną Kazię na uboczu i napalony schwyciłem ją za udko, a ona na to, „nie mogę ci się oddać, bo byś stracił do mnie szacunek”. W niedługim czasie dowiedziałem się, że ją miało pół sztabu jednostki wojskowej, w której pracowała, ale mój szacunek utrzymała.
Jednym słowem, Panie Zygmuncie uważam, że nie powinien Pan pisać wierszy do tomiku „Muzyczne Biodra Andaluzji”, bo z tymi biodrami Pan i pański członek macie tyle wspólnego co ja z biskupstwem na Lateranie… i po co się tu ośmieszać. Potrzebna jest Panu goła Margośka, żebyś Pan się mógł wytarzać (jak ta świnia w gnoju) w jej miłosnym lasku na golasa, a wtedy owszem, można mieć (mówię o Panu) materiał do uniesień, zapewnień, zachwyceń, do przemyśleń, do ekspiacji, ablucji etc. Mówię to Panu ja, Karol. A tak, to jest w kółko Macieju, pieje Pan: „żem cię miał w łóżku miłosnego wiersza” Ale to nic nie znaczy, bo w miłosnym wierszu łóżko nie istnieje. W miłosnym wierszu może tylko istnieć refleksja, „żem się tumanił, że cię mam w wierszu, w łóżku które stało pomiędzy drugą a trzecią zwrotką”. W wierszach są zwrotki i wersy, a nie prawdziwe łóżka. Pan pisząc: „Całuję cię w udko”, robisz to w sposób tak zastraszony i asekurancki (że aż nam mężczyznom przykro patrzeć na tak upokarzającego się faceta), że każdy męski czytelnik pojmuje, że ta kobieta (z wiersza) nie ma z Panem nic do czynienia i nie miała (i nie chciała by mieć – bo takie one są !). Więc Pan to napisz… prawdę: „ja ją (cię) całuję ale tylko w imaginacji, bo gdybym się spróbował zbliżyć w rzeczywistości to bym dostał w mordę”.
Psiakość, może się mylę… dlatego spytaj Pan w tej sprawie jeszcze innych ludzi.
Ale wydaje mi się, że Panie Zygmuncie, Ty ją (kobietę, do której się zwracasz jako podmiot liryczny) najpierw miej w prawdziwym łóżku, albo zakładaj, że możesz ją w każdej chwili wydudkać naprawdę i do syta (te wszystkie Marty, Mariole i Elwiry), i że sytuacja jest prawdziwa. Bo skoro te kobiety istnieją (różne Margośki), a „ty nic”, to sytuacja robi się dwuznaczna. Piszesz Pan do wielu, jak jakiś narzeczony, który je miał, może je mieć etc. jakiś niezaspokojony ogier, całujesz po udkach, ale jest to (zastrzegasz się jak eunuch) „poetyckie całowanie”. Tymczasem sytuacja wymaga, żeby czytający rozumiał i domniemywał, że w każdej chwili i w rzeczywistości, przynajmniej chciałbyś je mieć w rzeczywistości (wcale nie poetyckiej), w Poznaniu, w Pruszkowie, w Madrycie etc. i międlić ich cycuchy w swoich roznamiętnionych, wyuzdanych łapskach. Pan niby usiłujesz tak „międlić” te ich cycory, ale robisz to z solennym zastrzeżeniem, że to nie jest prawda, tylko poetycka blaga. Co mimo tego rodzi pewien problem, że nie robisz tego międlenia tylko z jedną, ale z całą grupą swoich „wielbicielek”. (Tak się wzajemnie tumanicie !, że Pan sobie wyobrażasz, że je srutu-tutu, a one sobie wyobrażają, że Pan je kusiu-kusiu). No, niech tam będzie symboliczne i „poetyckie”, ale nawet jak na poetę, sytuacja robi się chorobliwa, że człowiek nabiera podejrzenia, czy nie mamy do czynienia u Pana z poetyckim satyriasis. Bo wyznajesz Pan miłość, wielu kobietom, ale nie jesteś Pan wierny jak Petrarka (ty Lauro na zawsze w sercu mem !). To się nie zdarzyło nawet hr. Zygmuntowi Krasińskiemu, żeby tak skakał po poetyckich wielbicielkach jak królik. Czytelnik ma prawo podejrzewać, że coś tu za łatwo w tym zmienianiu partnerek Panu idzie !
Poezja to nie tylko są upoetyzowane wersy (w dziwne sensy), ale również sytuacja poetycka wokół nich. Ta sytuacja musi zakładać prawdopodobieństwo istnienia realnego mężczyzny i kobiety, realnego, tzn. posiadającego normalne narządy płciowe, a skoro tak, to każdy rozumie o co chodzi i szuka realnych łóżek (w kontekście sytuacji podczas lektury), a nie poetyckich efemerycznych łóżek na różowym księżycu, bo wtedy i wyznania nie są warte funta kłaków stając się efemerydą. Wtedy mamy do czynienia z Baronem Mitchausenem, a nie z polskim poetą piszącym erotyki, będące wyrazem realnego zachwytu, podniety lub cierpienia.
Inaczej się czyta i inna jest pozycja egzystencjalna wiersza przy jednym, pierwszym wierszu (lub pierwszym czytaniu), a inna przy setnym. Za każdym razem poprzeczka, jak przy stwarzaniu świata, przez Pana Boga, idzie w górę ! Jest to oczywiście poprzeczka stawiana przez tego, który „czyta”, „obcuje” i ocenia boskie stworzenie (i poetyckie). Toteż ja apeluję z tego miejsca, do wszystkich adresatek miłosnych wierszy i wielbicielek Zygmuntowego talentu (szczególnie bohaterek jego erotyków, które chcą je przyjmować z zachwytem, żeby nie tylko przyjmowały sam wiersz ale i autora !), że każda która wzdycha: jaki piękny wiersz napisałeś dla mnie, Zygmunteczku, jak mnie całujesz w moje udko !...” żeby się z nim umówiła i dała mu się w rzeczywistości pocałować to udko, bo inaczej wychodzi z tego lipa, a ona wychodzi na wstrętną, cyniczną kłamczuchę.
Panie Poeto, nie wiem czy mam do końca rację, ale raczej dotychczasowi poeci, autorzy erotyków pisali do określonych kobiet, z którymi byli jakoś uczuciowo związani i one były skłonne dać mu do całowania swoje udko, a u Pana wychodzi na to, że robisz to Pan dla poetyckiego sportu !
Pozdrowienia, poetycki zbereźniku !
Karol Zieliński
Kraków. 20.12.2011r.
________________________________________________

Ilona Jędrzejewska



Komentarze
Pokaż komentarze (40)