W dzisiejszej Rzeczpospolitej artykuł, który nie powinien przejść niezauważony. Katarzyna Borowska ("Z Sejmu do samorządu: po władzę") opisuje nowe w polskim systemie politycznym zjawisko, które wystawia temu systemowi wymowne świadectwo i ukazuje świat polskiej polityki z innej zupełnie perspektywy. Posłowie, a więc reprezentanci Narodu, decydujący o losach Państwa, wolą rzadzić swoimi miastami niż Polską! Odwrotnie, niż wszędzie na świecie! Można to nazwać "pięciem sie w dół". Nasz kolejny wkład w rozwój demokracji.
Podczas urodzin Salonu24, dwóch Jarosławów - Gowin i Kaczyński, opowiedzieli sie przeciw ordynacji wyborczej JOW (jednomandatowe okręgi wyborcze). W Polsce w JOW odbywają sie wybory prezydentów miast, burmistrzów i wójtów. Jeżeli JOW ma same wady, to dlaczego co ambitniejsi politycy chcą rezygnować z karier parlamentarnych na rzecz samorządów? Brudziński z PiS chce startować na prezydenta Szczecina, Kłopotek z PSL na prezydenta Bydgoszczy ("Prestiż posła już upadł... Samorząd Polacy cenią bardziej. Zgodnie z zasadą koszula bliższa ciału." - mówi Kłopotek), Mirosław Sekuła z PO chce startować w Zabrzu, Ireneusz Raś z PO w Krakowie, Marek Wikiński z SLD w Radomiu ("Prezydent ma większą moc sprawczą niż poseł w Sejmie"), Marzena Drab z PiS w Grudziądzu, Łukasz Zbonikowski z PiS we Włocławku, Zbigniew Girzyński z PiS w Toruniu itd. W normalnych demokracjach politycy zaczynaja od karier w samorządach, a nastepnie awansują do parlamentu. U nas odwrotnie. Dlaczego? Z wypowiedzi posłów i prezydentów miasta, udzielanych wprost lub w zakamuflowanej formie, wynika, że bycie posłem w warunkach obecnie obowiązującej ordynacji partyjnej, oznacza noszenie teczki za jakimś politykiem, grzeźnięcie w sytemie zależności, odarcie z godności i naginanie karku. Dla każdego normalnego i uczciwego człowieka jest to stan nie do zniesienia.
Posłuchajmy, co na ten temat mówią sami politycy.
Mirosława Sekuła, poseł PO, były prezes NIK ( w formie dowcipu): "Kim jest poseł? Interfejsem między ściągą klubową (instruującą, jak głosować) a przyciskiem".
Marek Wikiński, poseł SLD: "Prezydent ma większą moc sprawczą niż poseł w Sejmie".
Zygmunt Frankiewicz, prezydent Gliwic: "Wielu posłów jest sfrustrowanych, bo przestają cokolwiek znaczyć... Dochodzi do takich patologii, że sekretarka znaczy czasem więcej niż poseł, bo to ona decyduje, z kim jej szef się spotka".
Anonimowy polityk PO: "Jestem jedną z szabel, które liczy szef klubu. Dostaję klubową ściągę, z esemesów dowiaduję się, co mówić na dany temat".
I jeszcze raz Frankieiwcz: "Zdolność do samodzielnego myślenia nie jest pożądana. Szefom partii zależy na karnych członkach... Udaje im się utrzymać dużą dyscyplinę dzięki systemowi, jaki sobie zafundowaliśmy. Ordynacja wyborcza pozwala szefowi partii jednym pociągnięciem pióra decydować o kształcie list partyjnych. A system finansowania sprawia, że zarząd ma ogromne pieniądze na kampanie".


Komentarze
Pokaż komentarze (10)