Trwa odwieczne narzekanie na gospodarkę, na zarobki, na poziom życia, na pracodawców, na rząd, na banki, na urzędy, na bezrobocie, na pogodę i na wszystko inne co nas irytuje.
Lubimy wytykać każdemu drzazgę w oku, często nie widząc belki w swoim. Lubimy obwiniać za swoje niepowodzenia wszystkich dookoła, często nie widząc że sami jesteśmy sobie winni.
Nie mam pracy? Wina rządu i braku miejsc pracy. Co z tego, że nie mam też wykształcenia i nie znam żadnego języka obcego. Praca się należy i to najlepiej taka żeby ze 4000 na start dostać. Za kopanie rowów tyle nie płacą? A powinni...
Z drugiej strony mamy rozczarowanych studentów, którym rodzice i nauczyciele nawciskali do głowy, że jak będą się uczyć i skończą studia, to praca jest pewna. Teraz uważają że skoro mają magistra to im się "należy". Też ze sporą płacą od samego początku, a żeby się pomęczyć kilka lat za 1500 złotych i później awansować, to już za wysokie wymagania. Okazało się że ludzie którzy poszli do zawodówki lepiej wyglądają na rynku pracy niż oni. Bez żadnego doświadczenia, bez pomysłu na życie, bez perspektyw, zdziwieni że nie pracują jako tłumacze, nauczyciele czy bankierzy, tylko jako pomoc kuchenna lub sprzedawca w monopolowym. Kto był bardziej rozumny, już w czasie studiów podejmował się różnych prac, zdobywał doświadczenie, odbywał staże. Nie uważam że ich sytuacja jest idealna, ale na pewno lepsza niż tych, którzy nie robili nic, i uważali że samo mgr otworzy im wszystkie furtki w życiu.
W każdym razie wiem jak to jest być tuż po studiach i szukać pracy. Trwało to 4 miesiące i wiem też co uratowało mi skórę. Kilka lat wcześniej przez 3 miesiące, dorabiałem sobie w wakacje jako spedytor w małej firmie. Wpisałem to do cv. Jedynie dzięki temu, dotałem się do dużej firmy do działu spedycji i tam już uczyłem się tak naprawdę wszystkiego od podstaw. Pracuję w tej branży do dzisiaj i właśnie z tą pracą powiązany jest mój wpis.
Jako spedytor międzynarodowy obsługuję sporo klientów z Polski, jak i ze Skandynawii czy zza Odry. Zmorą branży transportowej są płatności. Pomijam już terminy, które jeśli wynoszą 30 dni to jest bardzo dobrze, potrafią jednak wydłużać się do dni 45-60. To jednak jeśli dany klient płaci na czas. W zdecydowanej większości przypadków, polscy klienci, spóźniają się z regulowaniem płatności. Nie uświadczyłem tego jak do tej pory nigdzie indziej. Najwięcej moich klientów to finowie. Przez 3 lata, dosłownie DWA razy zdażyło się że firma nie chciała zapłacić i musiałem na nich nasłać ich rodzimą windykację. Po zrobieniu tego, pieniądze znalazły się błyskawicznie.
Norwegowie czy Szwedowie płacą w większości przed upływem 14 dniowego (nie jak u nas 45) terminu płatności. Niemcy troszkę gorzej, ale również się wyrabiają.
Czym jest dla nas termin płatności? Odnoszę wrażenie że dla typowego polskiego przedsiębiorcy, to mało znaczący frazes. Skoro wynosi 21 dni, to przecież nic się nie stanie jak zapłacę po 45. To przecież JEDYNIE 3 tygodnie spóźnienia.
Z reguły dzwonię z ponagleniem po trzech dniach od przeterminowania się faktury. Najzabawniejsze jest to, że często zamiast usłyszeć chociaż "przepraszam", spotykam się z oburzeniem, że jak to tak ludzi nękać jak jakichś oszustów, bo przecież to dopiero 3 dni po terminie... No tak. Przecież zapewne istnieje jakaś niepisana reguła, że o swoje należy się upominać dopiero po miesiącu.
Po upomnieniu, dawniej, praktycznie zawsze dochodziło do odbijania piłeczki. A to że zapłacą do końca tygodnia, a w piątek gdy nie było pieniędzy, okazało się że teściowa zachorowała i musieli wyjechać, albo księgowa poszła na urlop i wróci za 2 tygodnie albo też moja ulubiona wymówka, czyli: "klient mi jeszcze nie zapłacił...". Na początku przyjmowałem to wszystko ze spokojem, ale po kilkudziesięciu razach powiedziałem, że mało obchodzi mnie to że im ktoś nie zapłacił, bo my swoim kierowcom zapłaciliśmy już dawno temu, chociaż oni nam nie i że kpiną jest zamawianie jakiejś usługi, za którą płatność uzależniona będzie od tego czy ktoś zapłaci im, czy dostaną zwrot podatku, czy też pieniądze za inny kontrakt. Niestety znowu zostałem nazwany mało wyrozumiałym i nachalnym windykatorem.
Co chwila ktoś się spóźnia i uważa to za naturalne. Generalnie, nie chcę wrzucać wszystkich do jednego wora, ale jednak kilka tysięcy takich przypadków przez kilka lat już przerobiłem i niestety nie mogę oprzeć się wrażeniu że Polak, to taki człowiek, który nie za bardzo przejmuje się swoimi zobowiązaniami wobec innych, a gdy się go upomni, to jeszcze zamiast spuścić głowę i przeprosić, odwróci kota ogonem i zrobi awanturę Tobie, że się czepiasz, a przecież on zapłaci... Co z tego że pół roku po terminie.
Mam to szczęście, że większość moich klientów to skandynawowie. Powiem szczerze, że nie podchodzę do sprawy patriotycznie, wolę pracować z nimi niż ze swoimi. Przynajmniej płacą na czas, szanują mój czas pracy i terminy, a gdy się spóźnią to da się odczuć, że im wstyd i przepraszają, a nie wyskakują na mnie z buzią, że jestem nachalny, bo o sobie przypomniałem. Nie słyszałem tam też do tej pory zbyt wielu durnych wymówek o księgowych na urlopie, zepsutych komputerach, czy zamkniętych bankach. Mają większą odwagę do postawienia sprawy jasno i przyznania się do błędu.
Dlaczego to piszę? Bo właśnie dzisiaj zadzwoniła do mnie Pani z pewnej firmy, która kilka miesięcy temu była mi winna kilka tysięcy złotych o pare miesięcy za długo. Odzyskałem pieniądze dopiero po wpisaniu jej do Krajowego Rejestru Dłużników. Chciała żebym zorganizował jej transport, niestety odmówiłem i powiedziałem że nie mam nci wolnego bo wszystko dałem swoich zagranicznym kontrahentom. Pani ma problem ponieważ nie jestem jedyną osobą która nie chce mieć z nią styczności, zapewne innym firmom też nie płaciła na czas.
Zastanawia mnie, czy po powrocie do domu, zreflektuje się i poprawi swoje podejście do partnerów w interesach, czy też niczym inne, podane na początku przykłady, zrzuci winę na te wredne, sprzedajne firmy, które zamiast rodakowi, wolą świadczyć usługi jakiemuś tam Niemcowi...
Jeśli nasza gospodarka ma być silna, to żaden rząd nie pomoże, gdy sami nie będzie się nawzajem szanować, a nic nie jest większą oznaką szacunku w interesach niż uregulowanie wszelkich zobowiązań finansowych w terminie.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)