4 obserwujących
63 notki
66k odsłon
  507   0

Jacy prześladowani katolicy!

Czy poddawani są torturom i innemu okrutnemu nieludzkiemu traktowaniu z powodu swojego katolicyzmu? Czy wsadzani są z takiego powodu do więzień, zamykani w gułagach, koncłagrach, laogai? Czy są wysiedlani, usuwani z zajmowanych stanowisk lub niedopuszczani do pełnienia pewnych funkcji?

Czy katolikom utrudnia się – lub tym bardziej uniemożliwia - sprawowanie obrzędów religijnych i udział w takich obrzędach – a także np., budowę kościołów, wstępowanie do stanu duchownego, głoszenie swoich przekonań i propagowanie swojej wiary? Czy istnieją w Polsce jakieś prawa wymierzone specjalnie przeciwko katolikom, lub – powiedzmy - katolickiemu duchowieństwu?

To może nie jest pełna lista pytań na które należałoby odpowiedzieć  próbując ustalić to, czy katolicy są, czy też nie są prześladowani w Polsce. Odnośnie wszystkich tych pytań, które tu zadałem zgodzimy się chyba jednak, że odpowiedź na każde z tych pytań brzmi: „nie”.

Nie ma więc sporu co do tego, że wspomniane powyżej, jaskrawe formy prześladowania katolików w dzisiejszej Polsce nie występują. Czy występuje może jednak prześladowanie katolików w sposób mniej dotkliwy, oczywisty, lecz też będący mimo wszystko prześladowaniem? We wspomnianym na wstępie wywiadzie G.W. z posłem Andrzejem Jaworskim była mowa o „regularnych nagonkach na Kościół, szczególnie ze strony lewicowo – liberalnych mediów”. Była to zresztą jedyna wymieniona w sposób konkretny w tym wywiadzie forma prześladowań polskich katolików.

Katolicy w Polsce prześladowani są zatem – wynikałoby z tego - przez słowa, przez prezentowane w mediach treści, które – jak stwierdzone zostało w przywołanym przez posła Jaworskiego raporcie organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie – „stwarzają agresywny klimat i podsycają nastroje antyklerykalne”. Odnośnie tego, czy mówienie bądź (ewentualnie) pisanie lub publikowanie czegoś może być prześladowanie innej osoby, czy też osób jestem zdania, że może nim być wówczas, gdy ktoś kieruje obraźliwe (czy nawet niekoniecznie obraźliwe – ustawiczne mówienie np. „kocham cię” też by mogło wchodzić w rachubę) słowa do innej, konkretnej osoby w sposób uporczywy, wbrew woli osoby, która nie chce słuchać, lub czytać tych słów. Można więc mówić o prześladowaniu w takich przypadkach, gdy ktoś np. chodzi za kimś i wykrzykuje pod jego adresem coś w stylu (generalnie rzecz biorąc): „ty, taki owaki!”. Albo gdy ktoś w ustawiczny sposób wysyła danej osobie niechciane przez nią esemesy, czy maile, bądź w uporczywy sposób wydzwania do niej – nawet, gdy treścią komunikacji są np. wyznania miłości. Nieodzownym warunkiem prześladowania kogoś przez słowa najoględniej rzecz mówiąc jest to, by ten ktoś był przymusowym odbiorcą tych słów (pisałem o tym w umieszczonym niedawno w Salonie 24, a także na mojej stronie internetowej tekście „Internet bezpieczny, czy wolny? (a może i taki, i taki?)” – rozważając w nim pojęcie „cyberprzemocy”). Nie można natomiast w sposób elementarnie – według mnie – uczciwy mówić o prześladowaniu w przypadku prezentowania jakichś treści w mediach masowych, których nikt nie musi odbierać w taki sposób, w jaki musi odbierać np. skierowane wprost do siebie okrzyki. Prezentowanie takich treści może być – owszem – np. zniesławieniem, zniewagą, „mową nienawiści”, propagowaniem czegoś, czego zgodnie z prawem nie wolno propagować (faszyzmu, pedofilii) – ale na pewno nie „prześladowaniem”.

 No, ale to jest moja opinia, z którą nie każdy musi się zgadzać – we wspomnianym już tekście o wolności słowa i niebezpiecznych tudzież nielegalnych treściach w Internecie zwracałem uwagę na to, że takie pojęcie, jak „znęcanie się” (prześladowanie i znęcanie się to pojęcia, jak myślę, bliskoznaczne) jest – dzięki choćby swojej nieprecyzyjności – na tyle rozciągliwe, że potencjalnie można byłoby je rozciągnąć na prezentowanie takich treści, które prześladowanych osób tyczą się co najwyżej w sposób pośredni (jako, że odnoszą się one raczej do całych grup, niż do konkretnie określonych ludzi) i które nie są narzucane tym osobom w taki sposób, w jaki narzucane być im mogą bezpośrednio kierowane do nich okrzyki, czy nawet maile lub esemesy (których osoby te w ostateczności mogą nie odbierać i nie czytać). Może więc ktoś w ostateczności uważać, że katolicy są w Polsce prześladowani przez lewicowo – liberalne media, które publikują treści podsycające nastroje wrogie Kościołowi. Nikomu w każdym razie nie mogę zabronić tak uważać.

Bezpośrednie spieranie się o to, czy katolicy są, czy też nie są prześladowani w Polsce nie ma więc wielkiego sensu – bo jeśli ktoś naprawdę uważa, że katolicy są w Polsce prześladowani, to najprawdopodobniej będzie tak uważał niezależnie od tego, jak bardzo by się go przekonywało, że wcale nie są. Myślę więc, że na twierdzenie o prześladowaniu w Polsce katolików lepszą, niż próby dowodzenia, iż prześladowania takie nie mają miejsca, odpowiedzią będzie napisanie paru słów o tym, jak prześladowani są katolicy w Stanach Zjednoczonych – kraju, którego – dodam – rozwiązania w takich dziedzinach, jak prawna regulacja stosunków Państwo – Kościół i zakres swobody wypowiedzi są dla mnie wzorem (większym w każdym razie, niż rozwiązania przyjęte w innych państwach). Jak więc prześladuje się katolików w USA? Odpowiadając na to pytanie zacznijmy od amerykańskiej Konstytucji – nie zawiera ona jakiejkolwiek wzmianki o Bogu. Dalej, nie ma w USA Konkordatu – gdyby władze próbowały go zawrzeć, niewątpliwie zostałoby to uznane za naruszenie I Poprawki do Konstytucji, która mówi m.in., że „żadna ustawa Kongresu nie może wprowadzić religii”.

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale