4 obserwujących
63 notki
66k odsłon
  3036   0

Może by tak PiS zmienił swoją nazwę?

Refleksja na temat ułaskawienia Mariusza Kamińskiego

 

Co by było, gdyby Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej powiedział komuś – w cztery oczy, w obecności jakichś innych osób, bądź publicznie – że jeśli popełni on jakieś przestępstwo – np. założy nielegalny podsłuch, pobije kogoś, sfałszuje jakiś dokument, itp. – to nie poniesie on za to przestępstwo realnej kary, bo jeśli nawet zostanie skazany przez sąd, to on go ułaskawi?

O takim stwierdzeniu Prezydenta można byłby twierdzić (mógłby w każdym razie ktoś tak przynajmniej próbować twierdzić), że nie ma w nim nic niezgodnego z prawem. Prezydent niezaprzeczalnie władny jest ułaskawiać osoby skazane za przestępstwa (z wyjątkiem tych, które zostały skazane przez Trybunał Stanu), więc taka zapowiedź ze strony Prezydenta byłaby niczym więcej – w wyobrażalny sposób mógłby ktoś argumentować – jak zapowiedzią skorzystania przez niego z jego konstytucyjnego uprawnienia. Z punktu widzenia prawa karnego takie stwierdzenie głowy państwa nie kwalifikowałoby się – mógłby ktoś też tak uważać – jako np. podżeganie do popełnienia przestępstwa. Zgodnie bowiem z art. 18 § 2 k.k. „odpowiada za podżeganie, kto chcąc, aby inna osoba dokonała czynu zabronionego, nakłania ją do tego”. Przepisy prawa karnego należy interpretować w sposób ścisły – nie rozszerzający. Podżeganiem byłoby powiedzenie komuś „zrób to” (coś, co według prawa jest przestępstwem). Nie byłoby nim jednak powiedzenie do innej osoby: „nie zachęcam cię do zrobienia tego, ale jeśli jednak to zrobisz, to jako prezydent cię ułaskawię, jeśli zostaniesz skazany” – gdyż w stwierdzeniu takim nie byłoby elementu nakłaniania do dokonania czynu uznawanego przez prawo za przestępstwo.

Takie rzeczy teoretycznie rzecz biorąc można byłoby twierdzić. Lecz z drugiej strony, nie mam żadnych wątpliwości – i sądzę, że nikt inny też ich nie ma – że jeśli Prezydent z góry zapowiedziałby jakiejś osobie ułaskawienie w przypadku popełnienia przez nią takiego czy innego przestępstwa, to byłoby to niesłychanym wręcz nadużyciem jego konstytucyjnych uprawnień, bezapelacyjnie kwalifikującym go do postawienia przed Trybunał Stanu.

Zapowiedzenie przez Prezydenta komuś, kto jeszcze nie popełnił przestępstwa, a – powiedzmy – dopiero ma zamiar je popełnić, czy też zastanawia się nad ewentualnym jego popełnieniem – że zostanie ułaskawiony w przypadku popełnienia przez niego tego przestępstwa to oczywiście przykład czysto hipotetyczny. Nikt w poważny sposób nie wyobraża sobie, by Prezydent mógł w taki sposób postąpić. Tego rodzaju sytuacja może by i mogła mieć miejsce np. w jakimś upadłym tak naprawdę państwie afrykańskim, ale już chyba nawet nie w Rosji, czy na Białorusi. Lecz przestawiony przeze mnie na wstępie przykład – choć jest czymś „nie do pomyślenia” (w sensie poważnym, jako coś, co naprawdę mogłoby się zdarzyć, bo można przecież go sobie wyobrazić jako czysto teoretycznie możliwą sytuację) to mimo wszystko wyraźnie pokazuje, że jest możliwe coś takiego, jak nadużycie przez Prezydenta jego konstytucyjnego uprawnienia do korzystania z prawa łaski.

Czy takim nadużyciem prezydenckiego prawa do ułaskawiania było ułaskawienie przez prezydenta Andrzeja Dudę obecnego ministra – koordynatora ds. służb specjalnych Mariusza Kamińskiego, który został nieprawomocnie skazany na 3 lata więzienia za to, że jako szef CBA nadużył swoich uprawnień w sprawie tzw. afery gruntowej? Podnoszone są w tej kwestii głosy, że tak. Twierdzi się przede wszystkim – twierdzenie takie wypowiedział m.in. Ryszard Kalisz, że ułaskawić można wyłącznie taką osobę, która została prawomocnie skazana za przestępstwo – a przecież Mariusz Kamiński prawomocnie skazany nie był (według Kalisza prezydent mógłby ułaskawić Kamińskiego, gdyby ten wycofał złożoną przez siebie apelację od wyroku Sądu Rejonowego dla  Warszawy – Śródmieścia i wydany wobec niego wyrok 3 lat pozbawienia wolności by się uprawomocnił. Rzecz jednak w tym, że nic nie wiadomo, by Kamiński coś takiego właśnie zrobił).

Osobiście jednak sądzę, że ci, którzy twierdzą, że prezydent Andrzej Duda nie miał prawa  ułaskawić nieprawomocnie póki co (jak się w każdym razie zdaje – bo jest oczywiście rzeczą teoretycznie możliwą, że Mariusz Kamiński wycofał z Sądu Okręgowego w Warszawie swoją apelację i doprowadził do uprawomocnienia się wyroku – gdyby tak było, to możliwość skorzystania wobec niego z prawa łaski nie budziłaby żadnych wątpliwości) skazanego Mariusza Kamińskiego nie mają racji. W ten sposób wypowiadają się – jak mi się wydaje – przede wszystkim prawnicy, którzy mają w głowach przede wszystkim kodeks postępowania karnego i dla których prawo to w pierwszym rzędzie ustawa.

Żeby było jasne – z samego faktu, że rozdział 59 kodeksu postępowania karnego, zatytułowany „Ułaskawienie” (zawiera on artykuły od 560 do 568) stanowi część działu XII k.p.k. „Postępowanie po uprawomocnieniu się orzeczenia” zdaje się wynikać, że ułaskawiona może zostać tylko taka osoba, która została prawomocnie skazana za popełnienie przestępstwa. Lecz biorąc pod uwagę sam tylko k.p.k. zwróćmy uwagę na jedno: zawarte w nim przepisy dotyczące postępowania ułaskawieniowego regulują postępowanie sądu, Prokuratora Generalnego, a także osoby składającej wniosek o ułaskawienie (samego skazanego, osoby z jego najbliższej rodziny, bądź osoby pozostającej z nim we wspólnym pożyciu). Kompletnie natomiast nie regulują one postępowania i uprawnień tej osoby, do której należy decyzja o skorzystaniu lub nieskorzystaniu z prawa łaski – Prezydenta.

Lubię to! Skomentuj84 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka