Rafał Broda Rafał Broda
20907
BLOG

Smoleńsk i fizyka (jądrowa)

Rafał Broda Rafał Broda Katastrofa smoleńska Obserwuj temat Obserwuj notkę 398

W argumentacji towarzyszącej rozważaniom tragedii smoleńskiej wielu dyskutantów przywołuje fizykę, jako tę dziedzinę nauki, która ma dostateczny potencjał i prestiż, by dostarczyć narzędzi potrzebnych do wyjaśnienia, co się w Smoleńsku stało. O fizyce mówią często ci, którzy zaledwie kojarzą ją z grawitacją, z prawami Newtona, a czasem z zasadą zachowania pędu, ale jeszcze chętniej ci, którzy lubią uderzyć w przeciwnika sloganem: „Przecież to jest sprzeczne z prawami fizyki!”, choć zwykle nie bardzo potrafiliby to uzasadnić. Jest też trochę zdziwienia, a nawet pretensji do fizyków, że tak mało z nich włącza się w badanie wydarzenia, mimo że powinni mieć sporo do powiedzenia. Rzeczywiście, w tym przypadku fizycy na ogół milczą, ale dlaczego?

Pominę litościwie tych fizyków, którzy najzwyczajniej nie są zainteresowani niczym poza swoimi wąskimi badaniami i nie chcą rozpraszać uwagi na inne sprawy, choćby dotyczyły ważnych problemów społecznych. Mimo zrozumienia dla postawy niektórych z nich,  nadmiernie powszechna obojętność pozostaje dla mnie bolesną zagadką, bo wiem, że przed 1989 rokiem fizycy byli w szczególnie uprzywilejowanej sytuacji i cieszyli się większą niż inni wolnością i możliwościami poznawania świata poza PRL. Powinni zatem więcej rozumieć i chcieć rozumieć. Jednak często wystarczy krótka rozmowa z takimi fizykami, by przekonać się, że rzeczywiście nie interesują ich bieżące wydarzenia i zwykle nie znają podstawowych faktów. Bardziej wstydliwe może być to, że mimo własnej ignorancji, lubią lokować się wygodnie w stadzie jednolitych, narzuconych medialnie poglądów. To jednak dotyczy wąskiej grupy, a większość fizyków nie włącza się w badanie katastrofy smoleńskiej z całkiem innych i ważniejszychprzyczyn, mianowicienie znajdują miejsca dla własnych kompetencjiprzy  wyjaśnianiu konkretnych okoliczności katastrofy, choć przecieżdoceniająpotrzebę takich wysiłków. Przegląd problemów, które w przypadku tej katastrofy wymagają wyjaśnienia pokazuje, że są one związane z tą częścią fizyki, która już dawno i w całości została oddana w ręce inżynierów, techników i wszelkiego rodzaju specjalistów. Ukierunkowane kompetencje i doświadczenie właśnietych ludzi znacznie przewyższają możliwości fizyka zajmującego się na co dzień całkiem innymi problemami. Jedyne, czym fizyk może dysponować avista w trochę większym stopniu niż inni, to pewien zawodowy nawyk dyscypliny myślenia, zwłaszcza rygoryzm logiki stosowanej w tym myśleniu. Zdaje sobie z tego sprawę każdy uczciwy fizyk i z reguły nie oferuje swoich usług, chyba że w jakimś fragmencie badań oceni, że jego wiedza i umiejętności mogą okazać się pożyteczne. Nie ma reguły bez wyjątku, więc może się trafić np. astrofizyk, któremu wydaje się, że potrafi wszystko policzyć i ma potrzebne w tej sprawie doświadczenie, bo podobno dysponuje licencją pilotażu małych samolotów. Motywowany politycznie policzył więc coś tam, ale zapomniał, że to nie jest astrofizyka i wyniki obliczeń jednak zostaną kiedyś skonfrontowane z rzeczywistością.

Jako fizyk zajmuję się już od ponad 50-ciu lat badaniem zjawisk jądrowych i struktury jąder atomowych, więc także ja, z oczywistych powodów nie widziałem pożytku, jaki mógłbym wnieść do badania katastrofy smoleńskiej w ramach swoich zawodowychkompetencji. Jednak od samego dnia katastrofy odnotowywałem powszechnie dostępne obserwacje, które bardzo wcześnie doprowadziły mnie do przekonania, że w Smoleńsku miał miejsce zamach. Od lipca 2010  publicznie głosiłem to przekonanie, które nabierało coraz większej wagi w miarę ujawniania kolejnych faktów. Nigdy wcześniej nie zastanawiałem się, czy moje rozważania mają jakiś związek z fizyką, którą uprawiam. Teraz stwierdziłem, że jednak istnieje pewien związek i muszę w tym momencie zrobić szerszą dygresję popularno-naukową.

Jednym z podstawowych narzędzi badań jądrowych jestobserwacja  koincydencji czasowych zdarzeń. Koincydencja oznacza jednoczesność zdarzeń, która jest zdefiniowana wybranymi granicami odległości czasowej, w jakiej zdarzenia muszą wystąpić, by uznać je za jednoczesne. Zdarzeniami są sygnały przekazywane przez detektory, które zarejestrowały cząstkę, kwant gamma, lub inne promieniowanie emitowane w trakcie przebiegu badanego zjawiska jądrowego. Jeśli sygnały są jednoczesne otrzymujemy wskazówkę, że pochodzą one od tego samego przypadku, w którym miał miejsce jakiś konkretny proces jądrowy.Zwykle możemyzaobserwować sygnały przekazane jednocześnie przez wiele detektorów, więc wszystkie one muszą być związane z tym samym zdarzeniem, a wielokrotna rejestracja podobnych przypadków pozwala badać zjawisko, które jest ich źródłem.

 Aby nie brzmiało to zbyt abstrakcyjnie posłużę się przykładem jednego z przeprowadzonych(ok. 15 lat temu) eksperymentów, w którym jądra tarczy 238U (izotopu uranu) bombardowaliśmy wiązką jąder 48Ca (najcięższego stabilnego izotopu wapnia), by zbadać interesujące nas, nieznane, lub słabo zbadane jądra, które są produkowane w takich zderzeniach. W różnych reakcjach jądrowych zachodzących przy takich zderzeniach tworzone są nowe jądra, często bardzo różne od tych, które się zderzają. W olbrzymiej większości są to jądra niestabilne, ale zanim się rozpadną, emitują promieniowanie gamma, które jest rejestrowane w detektorach rozmieszczonych sferycznie wokół tarczy będącej miejscem zderzeń. Pośród ok. 300 rodzajów jąder produkowanych w złożonej wymianie protonów i neutronów pomiędzy zderzającymi się jądrami (Ca+U), większość została już wcześniej przebadana w innych reakcjach, a celem eksperymentu było wyłuskanie tych kilku nowych, których dotąd nie udało się zbadać. Oczywiście te poszukiwane jądra są produkowane z bardzo małym prawdopodobieństwem i cała sztuka polega na wybraniu interesujących, ale rzadkich przypadków z morza innych zdarzeń. Każde z tak wyprodukowanych jąder jest wzbudzone do bardzo wysokiej energii wzbudzenia, którą jądro uwalnia emitując długie kaskady kwantów gamma o energiach charakterystycznych dla danego jądra. Pomiar tych energii i ułożenie ich w sekwencję kolejno emitowanych kwantów gamma od najwyższych energii, aż do najniżej położonego stanu podstawowego, pozwalaustalić poziomy energetyczne, w jakich przez chwilę znajduje się konkretne jądro po emisji kolejnych kwantów kaskady promieniowania gamma. To wszystko jest trochę bardziej złożone, ale badanie jąder atomowych rozpoczyna się właśnie od ustalenia tej drabinki poziomów energetycznych, do których (i tylko do nich) jądro może być wzbudzone.  W jądrowej skali mikroświata obowiązuje obraz kwantowy, w którym jądro nie może znaleźć się w dowolnym stanie energetycznym, a jedynie w dyskretnych stanach o ściśle określonej energii.  Pełna informacja o układzie i energii tych stanów  pozwalawnioskować o strukturze badanego jądra.Powróćmy więc do naszego eksperymentu. W 105-ciu detektorach rejestrowane były promienie gamma emitowane z obszaru zderzenia jąder, a sygnały z każdego detektorazapisywano jako czas zdarzenia i energię zarejestrowanego kwantu gamma. Zapisywano tylko te przypadki, w których jednoczesna rejestracja promieniowania nastąpiła w co najmniej trzech detektorach, ale także wszystkie wyższego rzędu, gdy nawet 20 i więcej detektorów mogło jednocześnie przekazać swoje sygnały. W całym eksperymencie zebrano ok. 10 miliardów takich zdarzeń, które były później analizowanedobierającróżne warunki selekcji, na przykład wstępny warunekdefiniujący jednoczesność zdarzeń w przedziale czasowym obejmującym 30 nanosekund. Jeżeli spojrzymy na tzw. widmo gamma (liczbę zarejestrowanych zdarzeń w funkcji energii kwantów gamma) dla pojedynczego detektora, czyli na zbiór wszystkich kwantów gamma zarejestrowanych w koincydencji z co najmniej dwoma innymi sygnałami, to obraz będzie kompletnie nie do rozwikłania. Zobaczymy praktycznie ciągłe widmo, z którego nie można wysnuć żadnych wniosków. Nie dziwi nas to, bo wiemy, że każde z 300-tu rodzajów jąder, które mogą powstać emituje kaskady promieniowania gamma o różnych, charakterystycznych dla siebie energiach i zmieszanie razem tych wszystkich przypadków musi dać taki rezultat. To nas zupełnie nie martwi, bo wiemy, że dopiero wykorzystanie koincydencji zdarzeń w różnych detektorach pozwoli nam przeprowadzić takąselekcję przypadków, że obraz stanie się o wiele bardziej zrozumiały.

W tym momencie mogę już przejść do głównego celu tej długiej dygresji i opiszę przykład prostego testu, w jakim sprawdziliśmy praktyczną wartość zapisanych w eksperymencie danych. Postanowiliśmy sprawdzić, czy w zderzeniach produkowany jest izotop 66Ni. Jądro to dobrze znaliśmy z wcześniejszych badań, znaliśmy więc jego „drabinkę” poziomów energetycznych i energie promieniowania gamma, które powinno być kaskadowo z takich jąder emitowane. Jest to jądro znacznie oddalone od początkowego48Ca, który w czasie zderzenia musi przejąć aż  8 protonów i 10 neutronów oduranu, by utworzyć jądro66Ni. Można się więc spodziewać, że takiejądra  będą produkowane z bardzo małym prawdopodobieństwem, a ich obserwacja pokaże,jakim progiem czułości dysponujemy w naszym eksperymencie, by szukać innych, nieznanych jeszcze jąder. W zdarzeniach obejmujących trzy jednoczesne sygnały (koincydencje) od wszystkich aktywnych trójek detektorówstawiamy zatem takie warunki energetyczne, by w dwóch z nich zarejestrowane kwanty gamma miały energie identyczne ze znanymi energiami dwóch ostatnich przejść w kaskadzie gamma, które emitowane sąz dwóch najniższychstanów wzbudzonych w jądrze 66Ni. W rezultacie, po spełnieniu tych warunków, otrzymamy sumaryczne widmo promieniowania gamma zarejestrowane przez wszystkie trzecie detektory w koincydencjiz dwoma wybranymi zdarzeniami związanymi z powstaniem izotopu66Ni. Widmo to całkowicie różni się od wcześniejszego ciągłego widma. Bardzo wyraźnie dominują w nim wąskie piki pokazujące maksymalne liczby zliczeń przy energiach, które dobrze znamy z wcześniejszych badań jądra 66Ni. Wniosek jest jednoznaczny – 66Ni jest w tych zderzeniach produkowany i możemy go z łatwością zaobserwować w naszym eksperymencie. Powinienem to zilustrować grafiką opisywanych widm gamma, ale to jednak wymagałoby sporo wysiłku i dodatkowo wydłużyłoby moją i tak długą dygresję. Powiem jedynie, że efekt selekcji jest tak spektakularny, że nie przestaję się nim zachwycać, mimo że to mój „chleb codzienny”.Gdybyśmy nie znali wcześniej jądra 66Ni, ale udałoby nam się znaleźć w morzu danych takie właśnie zaobserwowane przypadki koincydencji, wiedzielibyśmy, że pojawiające się w widmach energie promieniowania gamma reprezentują wspólną rodzinę przejść gamma w jednym, bardzo konkretnym rodzaju jąder. Wtedy musielibyśmy przedsięwziąć dodatkowe analizy, aby ustalić o jakie, nieznane dotąd jądro chodzi.   Przedstawiłem tę całą „kuchnię” badań wyłącznie po to, by pokazać jak w fizyce, w sposób całkowicie obiektywny ujawnia się niesamowita moc argumentu jednoczesności zdarzeń, gdy z 10-ciu miliardów przypadków potrafimy wyłowić kilka tysięcy, a czasem kilkaset przez nas poszukiwanych. Zdarzają się też koincydencje przypadkowe, gdy w czasie wybranych 30 nanosekund detektor zarejestruje losowo sygnał pochodzący z całkiem innego zdarzenia, ale takie przypadki są bardzo łatwe do rozpoznania i odrzucenia. W sumie podkreślmy jeszcze raz ten oczywisty wniosek, że ustalenie koniunkcji różnych zdarzeń jest podstawową informacją, mocno wspomagającą wyjaśnienie źródła i przyczyny ich zaistnienia.

Jeszcze krótka dygresja do dygresji. Opisany rodzaj badań stał się możliwy dopiero wtedy, gdy fizycy zbudowali nadzwyczajnie wydajne układy detekcji gamma, takie jak ten używany przez nas układ 105 detektorów (Gammasphere) w ArgonneNationalLaboratory. Zbudowany był w innym celu, by badać często jeszcze rzadsze zjawiska innego rodzaju, ale nasza krakowska grupa wykorzystała potencjał tego narzędzia i zainicjowała nadzwyczaj owocne, trwające już ćwierć wieku badania nowych, niedostępnych dotąd dla takich badań jąder atomowych. W tych badaniach do dzisiaj mamy czołową pozycję w świecie.

Teraz, po tej długiej dygresji zaznaczonejinną czcionką, by niezainteresowani mogli jąpominąć, zejdźmy na ziemię. Zanim jednak przejdziemy do Smoleńska, przypomnijmy sobie pewne wydarzenia, które nie mają związku z fizyką, a bardzo wymownie ilustrują praktyczną moc argumentu wynikającego z koniunkcji zdarzeń. Chodzi o serię samobójczych śmierci w latach od 2007 do 2009 trzech więźniów aresztowanych w związku ze sprawą zamordowanego Krzysztofa Olewnika.Mimo, że tacy więźniowie są szczególnie pilnowani, a wąski i całkowicie kontrolowany krąg potencjalnych sprawców „samobójstw” powinien naprowadzić na ślad mocodawców, do dzisiaj sprawa nie jest wyjaśniona. Można przypuszczać, że leniwy, lub niekompetentny, lub mający związek ze sprawcami prokurator powie w języku prawniczym: „Oczywiście, sprawa jest mocno podejrzana, ale przecież może się zdarzyć”. Człowiek myślący, np. fizyk, odpowie: „Owszem, może się zdarzyć, ale statystyki pokazują, że na 10 tysięcy osadzonych w Polsce, zdarza się nie więcej niż 5 samobójstw rocznie, więc losowe kolejne samobójstwo trzech więźniów związanych z tą samą sprawą może się zdarzyć rzadziej, niż raz na miliard lat. Nie mogłosię więc to zdarzyć i nie ma tutaj żadnego przypadku - sprawę trzeba do końca zbadać, by zidentyfikować zbrodniarzy. Wkrótce w niejasnych okolicznościach powiesił się jeden ze strażników więziennych. Mamy więc koniunkcję kolejnego zdarzenia, które czyni jeszcze bardziej pewnym to, co już było pewne, że oni dalej zabijają, choć nie wiemy kim są.

Podobne wnioski wynikają z rozważania sprawy Smoleńska, tyle że mają nieporównanie większe znaczenie. Mamy już setki wydarzeń, faktów i okoliczności, których koniunkcja pozwala bez wątpliwości wykluczyć losowość katastrofy, a brak pełnej wiedzy o bezpośrednich sprawcach i o szczegółach scenariusza zamachu nie podważa prawdy, że zamach miał miejsce. Fakty mają różną wagę, nie wszystkie są całkowicie pewne, często trzeba je przywoływać retrospektywnie, cofając się w czasie, by dostrzec związek z tym co stało się 10 kwietnia 2010. Jednak moc wynikająca z ich wspólnego zaistnienia (koincydencji) jest obezwładniająca i trzeba naiwności, lub jaskrawej bezczelności, by twierdzić, że mogło to wszystko się „jednocześnie” zdarzyć i nie ma związku z katastrofą, która była jedynie nieszczęśliwym, losowym i zawinionym przez ludzi wypadkiem.

Trzeba rozpocząć od podkreślenia, że nie ma w historii świata precedensu katastrofa, w której zbiorowo ginie cała przywódcza elita dużego kraju, od Prezydenta i dowódców wszystkich rodzajów wojsk, po Prezesów najważniejszych instytucji państwowych, posłów, senatorów i ważnych postaci historycznych. Dlatego od początku możliwość zamachu musiała być postawiona jako absolutnie podstawowa i najbardziej prawdopodobna hipoteza śledztwa. Dopiero żmudne, wymagające wiele czasu badania, w których udałoby się ustalić okoliczności ewidentnie wykluczające zamach, mogłyby zmienić tę sytuację. Wobec tego,wszystko co stało się przed wydarzeniem w Smoleńsku, w jego trakcie, czy w czasie następującym po nim i może być w jakikolwiek sposób z nim związane, musi być najpierw rozpatrywane pod kątem hipotezy zamachu. Zróbmy zatem przegląd faktów, okoliczności i wydarzeń, grupując je w odrębnych kategoriach, i wyciągnijmy wnioski. Choć ten przegląd będzie dalece nie wyczerpujący, powinien całkowicie wystarczyć do konkluzji o zamachu.

Wydarzenia przed katastrofą w Smoleńsku:

W większości mamy tutaj serię nadzwyczajnych, niespodziewanych, a czasem zaskakujących wydarzeń, dla których najczęściej dopiero po 10.04.2010 można poszukiwać związku z katastrofą i badać ten związek:

  1. Wszystkie zjawiska opisane jako tzw. „przemysł pogardy”, które budowały atmosferę nienawiści wobec Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i redukowały istotnie jego bezpieczeństwo. To była całkowicie zaskakująca swą intensywnością, długością trwania, brutalnością i liczbą uczestników kampania, absolutnie bez precedensu, obca polskiej kulturze i wspierana przez większość polskich mediów.
  2.  W „przemyśle pogardy” trzeba wyróżnić bezpośrednie wypowiedzi Komorowskiego, Palikota, Tuska i Sikorskiego, które po katastrofie ujawniły swą złowieszczą i proroczą moc. Słowa polityków często warto traktować dosłownie. (Po upadku dyktatora Ugandy, Idi Amina okazało się, że rzeczywiście zjadał swoich przeciwników, tak jak zapowiadał).
  3. Zamach na Prezydenta L.Kaczyńskiego w Gruzji – strzelano ze strony rosyjskiej.
  4. Zaskakująco wrogie wobec Polski przemówienie W.Putina na Westerplatte, nawiązujące do obraźliwej argumentacji Mołotowa.  Tajemnicza rozmowa z Tuskiem na molo w Sopocie.
  5. Nagłe i niespodziewane ustąpienie Tuska na rzecz Komorowskiego w kandydowaniu na urząd Prezydenta RP.
  6. Rozdzielenie wizyt Premiera i Prezydenta w Katyniu. Manipulacja ambasadora Rosji w sprawie terminu otrzymania informacji o planach wizyty Prezydenta w Katyniu.
  7. R.Sikorski powołuje szczególnego agenta - T. Turowskiego na funkcję głównego organizatora wizyty L.K.
  8. Remont TU-154 powierzony prywatnej firmie związanej z Putinem. W dniu odebrania TU-154 po remoncie dyrektor kancelarii premiera Tuska, G. Michniewicz, mający dostęp do tajnych informacji, w niewyjaśnionych okolicznościach popełnia samobójstwo.
  9. Tomasz Arabski, główny urzędnik kancelarii premiera przygotowujący wizyty w Katyniu, przeprowadza szereg rozmów i uzgodnień ze stroną rosyjską, zwykle w restauracjach, bez pełnej dokumentacji, także w cztery oczy, nawet po wyproszeniu tłumaczki.
  10. Wizyta Premiera D. Tuska 7 kwietnia 2010 w Katyniu - upokarzająca dla Polski, z główną jej częścią związaną z poświęceniem kamienia węgielnego pod cerkiew prawosławną.
  11. Przygotowany przelot prezydenckiej delegacji na uroczystości w Katyniu jest pozbawiony zasadniczych elementów bezpieczeństwa. Lotnisko niesprawdzone przez polskie służby, którym uniemożliwiono kontrolę, a po wizycie Putina i Tuska 7 kwietnia wymogi bezpieczeństwa zostały zredukowane. Nieobecność funkcjonariuszy BOR przy lądowaniu i odmowa udziału rosyjskiego lidera w locie TU-154.

Można sięgać jeszcze dalej w czas poprzedzający tragiczny dzień katastrofy i szukać głębszych związków z takimi zaskakującymi faktami, jak powierzenie kierownictwa MON całkowicie niekompetentnemu w sprawach wojskowości psychiatrze, tragiczna dla polskiego lotnictwa katastrofa w Mirosławcu, czy wprowadzenie niezależności Prokuratora Generalnego od rządu i powołanie go na ten urząd na 10 dni przed katastrofą. Można też szukać innych faktów, jednak trzeba jasno zaznaczyć, że żaden z nich nie pozwala wnioskować o zamachu, mimo że wspólnie zaistniały. Warto je wymienić wyłącznie po to, by zachowując porządek chronologiczny, przytoczyć je, jako potencjalnie związane z katastrofą w Smoleńsku. Dopiero ustalenie faktu, że w Smoleńsku miał miejsce zamach, prowadzi do sytuacji, w której trzeba się im dokładnie przyjrzeć, by zbadać możliwy związek z zamachem, a szczególnie, by zanalizować wszystkie okoliczności, które mogłyby ułatwić ustalenie sprawców.

Fakty związane z przebiegiem katastrofy:

Chodzi o fakty powszechnie uznane za wiarygodne, których zaistnienie w bezpośrednim czasie trwania katastrofy wywołuje wątpliwości co do jej losowości i wskazuje na możliwy scenariusz zamachu. Trudności z wyjaśnieniem tych faktów, które w niektórych przypadkach można próbować tłumaczyć sztucznymi hipotezami jakichś nadzwyczajnych okoliczności towarzyszących nieszczęśliwemu wypadkowi, nie są możliwe do przyjęcia dla całej serii faktów związanych z jednym wydarzeniem i przedstawionych poniżej:

  1. Nagłe pojawienie się mgły, która jest zlokalizowana topograficzniew obszarze lotniska i ograniczona czasowo do momentu decydującego dla katastrofy.
  2. Zachowanie ludzi w wieży kontrolnej, obecność płk. Krasnokutskiego i tajemniczego funkcjonariusza FSB, stały kontakt z centrum w Moskwie, zakaz zamknięcia lotniska i przerwania próby lądowania, naprowadzanie TU-154 do miejsca katastrofy („na kursie i na ścieżce”). Wycofanie pierwotnych zeznań kontrolerów.
  3. Tajemnicza misja załogi samolotu IŁ-62, meldunek o dokonaniu zrzutu (czego?), podjęcieryzykownych i nieudanychprób lądowania, które w ogóle nie wpływają na decyzje kontrolerów co do lądowania TU-154.
  4. Według oficjalnego scenariusza katastrofy zderzenie z brzozą urywa część skrzydła, TU-154 robi pół-beczkę, uderza z prędkością ok. 270 km/h w grząski grunt, rozbija się na dziesiątki tysięcy fragmentów i nie tworzy żadnego leja w ziemi. Wszyscy pasażerowie i załoga giną. Scenariusz jest kompletnie nieprawdopodobny, a to, co jest możliwe do zweryfikowania przez ekspertów (Binienda, Szuladziński) daje wynik negatywny.
  5. Zdjęcia satelitarne z dnia katastrofy dowodzą, że duże fragmenty samolotu (nie tylko lewy statecznik) były przenoszone przez Rosjan bliżej centrum szczątków. Ich pierwotny rozrzut dowodzi, że rozpad nastąpił w powietrzu.
  6. Film „Koli”, którego autentyczności nikt nie podważył jest zbiorem faktów, a ustalono, że nagrany został w ramach niecałego kwadransa od momentu katastrofy. Zawiera wiele elementów analizowanych przez różnych amatorów i profesjonalistów, a także przez specjalistów od dezinformacji. Na filmie słychać trzy wystrzały i głosy nie rozpoznanych osób. Charakterystyczne, że w krótkim czasie po katastrofie w obszarze centrum zdarzenia są zaledwie resztki mgły, jest ona w znacznej mierze rozrzedzona.
  7. Wiele szczegółowych faktów wynikających z późniejszych niezależnych badań, np. rodzaj odkształceń fragmentów poszycia samolotu, nit znaleziony w ciele jednej z ofiar, ślady materiałów wybuchowych, czy makabryczna fragmentacja ciał, to także fakty niezgodne z wersją nieszczęśliwego wypadku o oficjalnie podanym scenariuszu.

Fakty po katastrofie:

Tych faktów nie sposób wymienić, bo są zbyt liczne i to one w najbardziej przekonujący sposób świadczą o smoleńskim zamachu. Zachowanie podejrzanego o sprawstwo zbrodni jest zawsze jednym z ważnych elementów dochodzenia do prawdy. Od momentu katastrofy Rosjanie prowadzą rozwinięte działania wprowadzające chaos informacyjny. Można przywołać  dezinformację o czasie katastrofy, informację Sergieja Szojgu (wtedy wicepremiera), że trzy osoby przeżyły katastrofę, czy natychmiastowe uruchomienie wersji katastrofy, którą powtarza Sikorski i wspomniany przez gen. Petelickiego SMS do wybranych członków PO. Ta wersja jest podstawą późniejszego raportu MAK i polskiego raportu komisji Millera.

Działania służb rosyjskich, urągają wszelkim zasadom postępowania w przypadkach katastrof lotniczych. Rozpoczynają się natychmiast, są samowolne i od początku towarzyszą im działania otwarcie uderzające w godność Polaków. Ta sytuacja w żaden sposób nie wywołuje adekwatnej reakcji polskich władz, które z obrzydliwą tolerancją przyjmują każde upokorzenie i skandaliczne traktowanie materialnych śladów katastrofy, które mają zasadniczą wartość dowodową. Natychmiast też polski rząd oddaje całe śledztwo w ręce Rosjan, choć bezprecedensowy wymiar tragedii nakazywał odwołanie się do pomocy innych państw i opracowanie całkiem wyjątkowych, nowych uregulowań prawnych obejmujących postępowanie w badaniu katastrofy. Rosjanie, wbrew wszelkim zasadom i wiedząc, że są pierwsi na liście podejrzanych o sprawstwo, w ogóle bez żadnych hamulców, prowadzą jawny proces systematycznego niszczenia dowodów i zacierania śladów. Teren katastrofy jest niezabezpieczony (zabezpieczony głównie przed dostępem Polaków). Rosjanie, bez porozumienia z polską stroną przejmują całkowitą kontrolę nad wszystkim, co ma decydujące znaczenie dla późniejszego śledztwa.  Bez głośnych protestów polskich władz robią to, czego nikt zainteresowany wyjaśnieniem katastrofy by się nie dopuścił. Tną wrak samolotu, niszczą instalacje, wybijają okna, wjeżdżają ciężkim sprzętem na teren katastrofy, układają w tym terenie płyty betonowe, wycinają drzewa i transportują nierozkradzione jeszcze elementy wraku do miejsca, w którym pozostają do dzisiaj, by się przyglądać jak dowody zbrodni niszczeją. Czarne skrzynki przejmują na długie lata, a przekazywane kolejne kopie odczytanych zapisów wskazują na manipulacje. Polscy prokuratorzy są dopuszczani tylko do elementów wybranych przez Rosjan, są pod ścisłą kontrolą, a wyznaczony przez Rosjan polski przedstawiciel w komisji MAK wyznaje, że nie uczestniczył w lustracji terenu katastrofy, bo się bał, że ktoś może mu strzelić w plecy.

Po latach nie wiemy nawet, jaki był rzeczywisty udział polskich prokuratorów w badaniach miejsca katastrofy, co oni rzeczywiście badali, wiemy tylko, że badali „profesjonalnie”, myląc się o 1.5 metra w pomiarach wysokości złamania brzozy, która odgrywała centralną funkcję w ich wersji katastrofy. Być może kiedyś dowiemy się pełnej prawdy o tym, co działo się w pierwszych tygodniach po katastrofie, jednak wszystko, co było dostępne dla każdego zewnętrznego obserwatora sumuje się w zupełnie klarownym wniosku, że niszczono dowody i zacierano ślady. Chyba nikt nie mógł doszukać się w tych działaniach choćby szczypty dobrej woli kogoś, kto chciałby wyjaśnić, co się rzeczywiście stało. Nie ma też żadnego argumentu pozwalającego przyjąć, że pragmatyczni Rosjanie nie zadbaliby o uwiarygodnienie badań i swojej niewinności, gdyby  katastrofa była rzeczywiście wypadkiem lotniczym. Wiktor Suworow w tytule swojego artykułu najbardziej lapidarnie podsumował sytuację stwierdzając, że Rosjanie przyznali się do zamachu w chwili, gdy samowolnie dotknęli czarnych skrzynek TU-154. To podsumowanie trafia w sedno, ale było napisane w kilka miesięcy po katastrofie, a dzisiaj mamy setki faktów związanych z zachowaniem Rosjan po katastrofie, które potwierdzają takie przyznanie się do zamachu. Gdyby wtedy, w 2010 roku ktoś wykrzyczał, że przez najbliższych siedem lat Rosjanie nie oddadzą czarnych skrzynek i wraku samolotu, większość uznałaby, że to brednie sugerujące, że Rosjanie mają coś do ukrycia. Dzisiaj wiemy, że to nie brednie, więc chyba jest coś do ukrycia.

Całkiem oddzielna seria faktów dotyczy zdarzeń związanych z barbarzyństwem z jakim potraktowano ciała ofiar i relacji rodzin o tym, jak przebiegały procedury identyfikacji szczątków. Tutaj trzeba się powstrzymać od przywołania różnych, często drastycznych szczegółów, bo rodziny ofiar już dostatecznie zostały zranione. Jednak prawda o rzeczywistym podejściu do sekcji zwłok, zestawiona z kłamstwami Ewy Kopacz o wspólnie, „ramię w ramię” z polskimi lekarzami prowadzonych sekcjach, a zwłaszcza obłędny zakaz otwierania trumien i zlekceważenie obowiązku przeprowadzenia badań po transporcie do Polski, prowadzi do wniosku o zdecydowanym współuczestnictwie polskich władz w ukrywaniu prawdy o katastrofie. I nie ma wątpliwości, że we wszystkich ważnych aspektach związanych z katastrofą tak to dzisiaj wygląda.

Wszystkie te fakty, dość arbitralnie tutaj wybrane i dalece nie wyczerpujące pełnej listy faktów związanych z tragedią smoleńską, były w licznych miejscach szeroko i wielostronnie dyskutowane i opisywane z wieloma istotnymi szczegółami. Wszystkie te fakty wpasowują się w scenariusz zamachu, a żaden z nich nie przyczynia się do uwiarygodnienia wersji nieszczęśliwego wypadku.  Jeśli rozważyć każdy z tych faktów z osobna, wiele z nich z pewnymi trudnościami można interpretować jako o niczym nie przesądzające. Być może nawet wszystkie z nich, ale traktowane pojedynczo, da się wytłumaczyć szczególnymi okolicznościami i labiryntem myślowych spekulacji. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę cały zbiór faktów i to, że zaistniały one we wzajemnej koniunkcji w związku z wydarzeniem z 10 kwietnia 2010, to ich wspólna wymowa prowadzi do jednoznacznego wniosku, że w Smoleńsku miał miejsce zamach.

W tym przypadku drugorzędne znaczenie ma to, że nie znamy pełnego scenariusza zbrodni, że nie mamy bezpośrednich dowodów, by wskazać sprawcę - to może być przedmiotem całkiem innych dociekań, a nawet domysłów. Na podstawie przedstawionych faktów wiem tylko, że w Smoleńsku popełniono niewyobrażalnie potworną zbrodnię, a katastrofa TU-154 nie była nieszczęśliwym wypadkiem.        

W tym miejscu warto też nawiązać do podanego wcześniej przykładu związanego ze sprawą K. Olewnika i przywołać tajemnicze i niewyjaśnione śmierci wielu osób związanych pośrednio lub bezpośrednio z katastrofą smoleńską. Lista tych przypadków, stale uzupełniana, obejmuje już ponad 20 osób i nie ma potrzeby, by szacować prawdopodobieństwo przypadkowości takich zdarzeń. Tutaj wniosek jest całkowicie pewny, że mamy do czynienia z zabójstwami, których sprawcy mają prawie nieograniczone możliwości likwidacji konkretnych osób na zamówienie niepospolicie umocowanej centrali. Już ta sprawa i ta lista jest wystarczająco przekonującym dowodem na smoleński zamach, bo któż potrafiłby wytłumaczyć motywację dysponentów tych mordów, którzy chcieliby ukryć prawdę o nieszczęśliwym wypadku w Smoleńsku?

Wreszcie powrócę do fizyki, od której zacząłem i tym, którzy „rżną głupa” krzycząc, że w Smoleńsku nie było zamachu, a jedynie katastrofa lotnicza, powiem: „Panie i Panowie! Choćbyście nie wiem jak głośno krzyczeli, dywagowali, kombinowali, obliczali, bali się, lub  obrażali innych, ja wiem, że to co widzimy jest promieniowaniem gamma emitowanym z jądra 66Ni.”   

 

 

 

Zawsze występuję pod własnym nazwiskiem, mimo że wielokrotnie byłem na portalu S24 obrażany. Teraz uzupełnię swoją identyfikację notką o mnie zamieszczoną w Britishpedia.  Broda Rafał prof. dr hab. O: profesor zw. Instytutu Fizyki Jądrowej im. H. Niewodniczańskiego PAN w Krakowie, uznany w świecie specjalista w zakresie struktury jąder i oddziaływań jądrowych; B: Cieszyn, 19.01.1944; P: Jan - był absolwentem WSH w Warszawie, głównym księgowym m.in. w F. "Celma" Cieszyn; Eryka Barbara z d. Richter - była bibliotekarzem w Szkole Muzycznej w Cieszynie; MS: Olga z d. Budiańska; Ch: Aleksander 1974 - jest absolwentem UE z tyt. mgr; Joanna 1976 - jest absolwentką UJ Kraków z tyt. mgr germanistyki, obecnie z tytułem dr University of Tennessee; wnuki: Alina, Urszula, Jędrzej; GrA: wuj Eryk Nanke był mjr WP, dowódcą Plutonu Łączności Radiowej Artylerii w Bitwie o Monte Cassino, brał udział w obronie Tobruku, po wojnie osiadł w Wielkiej Brytanii, do ojczyzny powrócił w 1996 roku a swoje przeżycia opisał w publikacji "Cena bycia innym"; E: 1966 - mgr fizyki, 1971 - doktorat w UJ Kraków; 1981 - habilitacja w IFJ PAN w Krakowie; 1991 - tytuł profesora n. fizycznych; Ca: od 1966 pracownik naukowy IFJ PAN w Krakowie, począwszy od asystenta stażysty do profesora zw., pełniąc funkcję kilkanaście lat kierownika pracowni (wcześniej Zakładu) Struktury Jąder Atomowych; zagraniczne pobyty naukowe: 1968 - 1971 Zjednoczony Instytut Badań Jądrowych w Dubnej, Rosja; 1972 - 1974 Instytut Nielsa Bohra w Kopenhadze, Dania; 1977 - 1979 oraz 1989 - 1991 Instytut fur Kernphysik KFA Juelich, Niemcy; 1982 - 1984 oraz krótsze pobyty w Purdue University w West Lafayette w stanie Indiana, Stany Zjednoczone w charakterze visiting professor, eksperymenty w Argonne National Laboratory, Stany Zjednoczone; WaCW: 230 publikacji naukowych; 5 najważniejszych tytułów: N=40 neutron subshell closure in the Ni-68 nucleus -Phys. Rev. Lett.74,868(1995) Spectroscopic studies with the use of deep-inelastic heavy-ion reactions -Journal of Physics G - Nuclear an Particle Physics 32, R151 (2006) Yrast isomers in tin nuclei from heavy-ion collisions and the neutron h11/2 subshell filling - Phys. Rev.Lett.68, 1671 (1992) Inelastic and transfer-reactions in Mo-92 + 255 MeV Ni-60 collisions studied by gamma-gamma coincidences -Phys. Lett. B251, 245 (1990) Doubly magic Pb-208: High spin states, isomers, and E3 collectivity in the yrast decay -Phys. Rev. C95, 064308 (2017); Aw: Złoty Krzyż Zasługi; Krzyż Wolności i Solidarności; Złota Odznaka Miasta Krakowa; 1 nagroda zespołowa MNiSZW; Nagroda indywidualna III Wydziału PAN; Me: Członek PTF, American Physical Society; założyciel i przewodniczący Klubu "Myśl dla Polski"; współtwórca oraz były członek partii Liga Polskich Rodzin; Ach: zainteresowania naukowo-badawcze: badania struktury jądra i reakcji jądrowych metodami spektroskopii Gamma; współtwórca metody pomiarów krotności Gamma; odkrycie podwójnie magicznych jąder 146Gd, 68Ni i spektroskopia wielu jąder w tych obszarach; rozpracowanie metody badań jąder z nadmiarem neutronów w spektroskopii z użyciem głęboko nieelastycznych zderzeń ciężkich jonów; opublikowanie przeglądowego artykułu dot. tej metody w prestiżowym czasopiśmie J.Phys.G.Nucl.Part.Phys. 32 (2006) R151-R192; zaangażowanie w badania opadu radioaktywnego po "Czarnobylu" w szczególności obszerne badania zjawiska tzw. gorących cząstek; wypromowanie 5 doktorów, recenzowanie kilkudziesięciu prac doktorskich, habilitacyjnych i wniosków profesorskich; czynny udział w licznych konferencjach międzynarodowych i dziewięciokrotnie jeden z głównych organizatorów Międzynarodowej Konferencji "Szkoła Fizyki Jądrowej w Zakopanem"; udział w odzyskaniu niepodległości poprzez wieloletnią działalność niepodległościową, skutkującą represjami ze strony władz komunistycznych np. odebraniem paszportu na 3 lata (status pokrzywdzonego w IPN); kandydowanie na senatora RP i uzyskanie 133,5 tys. głosów w ciągu 5 tygodni kampanii wyborczej; LS: angielski, rosyjski, niemiecki; H: polityka, muzyka, brydż, turystyka górska - udział w 3 dużych wyprawach w Azji; PMM: odkrycie metody badania jąder neutrono-nadmiarowych; wykłady na prestiżowych międzynarodowych konferencjach; pobyt w Instytucie Nielsa Bohra i poznanie wielu wybitnych ludzi nauki; OA: 1999 - 2016 szeroka działalność publicystyczna w Radiu Maryja i wielu wydawnictwach m.in. Gazeta Polska, Nasz Dziennik, Głos Nasza Polska a obecnie na forach internetowych; Encyklopedia Osobistości Rzeczypospolitej Polskiej (7. edition) BPH - British Publishing House Ltd.

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka