O zdolnościach Warszawiaków do wzlotów wie każdy. Ale by się przekonać jak wysoko potrafią polecieć najlepiej zajrzeć do krakowskiego kościoła oo. bernardynów na Stradomiu. Znajduje się tutaj ołtarz Patrona Warszawy, bł. Władysława z Gieleniowa, na którym święty lewituje nad amboną podczas kazania. Rzecz ta miała miejsce w warszawskim kościele św. Anny. Zaś związek błogosławionego z Krakowem jest taki, że właśnie tutaj wstąpił do konwentu.
Zakon bernardynów był dość niezwykły. Jego założyciel św. Bernard ze Sieny był zwolennikiem astrologii i głosił, że nawet przed porąbaniem drzewa sprawdzić położenie planet. Nic więc dziwnego, że krakowski oddział tego zakonu, założony w XV w. przez św. Jana Kapistrana, był prawdziwą mekką dla adeptów nauk tajemnych. Drukowano tu gwiezdne kalendarze, pełne pouczeń, kiedy można „czynić alchemię”, a kiedy nie. Własnie z bernardyńskiej drukarnii wychodziły takie podstawowe pisma magii jak „Corpus Hermeticum” czy dzieła Paracelsusa. Zaś ze wspomnień słynnych angielskich nekromantów: John Dee i Edward Kelley, wiemy, że podczas wizyty w Krakowie właśnie tutaj wybrali się na mszę świętą, mimo iż mieszkali tuż przy Rynku.
Przy okazji warto też zauważyć, że bł. Władysław z Gieleniowa nie był jedynym bratem z krakowskiego konwentu, którego ukazywano w formie latającej. Tak też przedstawiano np. bł. Jana z Dukli, który, już co prawda po śmieci – w formie ducha – latał podczas oblężenia Lwowa i odstraszał od murów miejskich wojska Chmielnickiego i Tuchaj Beja.
Zapewne gdyby lepiej poszukać po innych żywotach świętych z tej formacji też znalazło by się nieco nieortodoksyjnej parapsychologii.
Ciekawe, że przy ogromnej modzie na Dana Browna i jego liczne (także polskie ) klony nikt jakoś nie zajął się tym skromnym, cichym, zakonem z krakowskiego Stradomia.




Komentarze
Pokaż komentarze (4)