Jak to już mamy w zwyczaju 21/22 lutego przeminęła niespostrzeżenie kolejna rocznica wybuchu tzw. „Powstania krakowskiego”. Faktem jest, że było ono rekordowo krótkie. Zorganizowane siły zbrojne powstańców przestały istnieć już po dwóch dniach, trzeciego zginął jedyny sensowny przywódca i czwartego powinno się skończyć, ale Austriacy nie mieli jak przejść Wisły więc siłą inercji trwało jeszcze tydzień.
Właściwie powinno się o tym zrywie zapomnieć. Ale, że uruchomił on tzw. „rabację galicyjską” i zapoczątkował ogólnoeuropejską „Wiosnę Ludów” to powstanie trafiło do podręczników (i to jako jedno z ważniejszych wydarzeń w naszych dziejach Polski !). Stąd warto o nim co jakiś czas przypomnieć.
Zimą 1846 roku miało wybuchnąć w Polsce powstanie. Szykowano je już od dawna, kłócąc się o przywództwo i rozdzielając nieistniejące jeszcze ministerstwa. Gdy dowiedzieli się o tym zaborcy, postanowili stłumić je w zarodku. I faktycznie, po fali aresztowań powstanie odwołano. Pech chciał, że zaraz po tym w Krakowie wprowadzono stan oblężenia. Austriacy rozlokowali się na Rynku, kazali pozamykać wszystkie bramy domów i odebrali klucze. W ten sposób niedoszły Rząd Narodowy został zamknięty w jednej z kamienic i nie mógł powiadomić grup w terenie, że już po wszystkim. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, 22. lutego niezorientowane grupki powstańców zaczęły atakować Austriaków. Ponieważ robiły to bez żadnego konkretnego planu i z różnych stron, Austriacy doszli do wniosku, że oblega ich jakaś wielka armia i lepiej się wycofać, dopóki to jeszcze możliwe. Kraków stał się wolny. Dopiero teraz przedstawiciele Rządu Narodowego mogli wyjść z kamienicy i ogłosić, że przecież wszystko zostało odwołane. Niestety, na taką deklarację było już za późno. Powstanie musiało trwać dalej.
Na domiar złego ruszyli się chłopi. Nie bardzo wierząc w rewolucję robioną przez „panów”, dali się przekonać zaborcom, że szlachta zbiera się, by ich wyciąć. W Galicji nie płaciło się podatku bezpośrednio. Najpierw zbierał go właściciel majątku, a dopiero potem odprowadzał do fiskusa. Stąd płacenie podatków kojarzyło się chłopom nie z cesarskim urzędnikiem, tylko z polskim panem. Nie trzeba było chłopstwa długo namawiać, by uderzyło na dwory.
Tymczasem w Krakowie biegło powstańcze życie. Przez dwa tygodnie kłócono się, radzono, debatowano. Powoływano i odwoływano urzędników. Wydawano odezwy. Urządzano zamachy stanu. Nie zapomniano też o przedstawieniach patriotycznych w teatrze ani o wydaniu nakazu, by zamiast słowa „pan” używać terminu „obywatel”. Na koniec wysłano powstańcze siły zbrojne, by odszukały Austriaków. 30 kilometrów od miasta, pod Gdowem, doszło do starcia. Polska kawaleria uciekła od razu, nie czekając na wynik bitwy. Piechotę zepchnięto pod cmentarz i wybito.
Mimo swej krótkości i żałosnego końca powstanie to zaowocowało kilkoma znaczącymi skutkami. Przede wszystkim zapoczątkowało tzw. Wiosnę Ludów, która dwa lata później przetoczyła się po całej Europie. Dla stronnictw zachowawczych stało się jasne, że jeśli nie dogadają się z zaborcami, to mogą skończyć z głowami na pikach. Rewolucji 1846 roku zawdzięczamy więc politykę ugody, a co za tym idzie, autonomię galicyjską i bujny rozwój Warszawy w przededniu powstania styczniowego. Z drugiej strony, dla radykałów stało się jasne, że dopóki chłopi nie poczują się Polakami, żadnego powstania nie da się wygrać. Miał się o tym przekonać jeszcze Piłsudski w 1914 roku, gdy chłopi kryli się po lasach na widok jego strzelców z orzełkami na czapkach.
W powszechnej świadomości z tego okresu przetrwały tylko dwie postacie - Jakub Szela i Edward Dembowski. Pierwszy z nich to archetypiczny przykład przywódcy ludowego, którego niezadowolenie społeczne wyniosło do najwyższych zaszczytów. W pewnym momencie zaczął dla władz austriackich stanowić większe zagrożenie niż skłóceni przywódcy powstania krakowskiego. Na kontrolowanych przez siebie ziemiach zorganizował coś w rodzaju chłopskiego państwa, z własną siła zbrojną, aparatem sądowniczym i administracją. Namawiał do niepłacenia podatków, a przecież nie o to chodziło naddunajskiej monarchii, która wywindowała go tak wysoko. Koniec jego był więc szybki i smutny. Wezwany do Tarnowa, został aresztowany i wywieziony na tereny Bukowiny, gdzie dostał kawałek niespecjalnie urodzajnej ziemi. Tam zmarł w zapomnieniu.
O wiele ciekawszą postacią był Edward Dembowski. Dzięki swemu bogactwu, inteligencji i żarliwości łączył w sobie cechy Jamesa Bonda i Che Guevary. Gdyby dane mu było urodzić się w innym miejscu i czasie, zapewne stałby się jedną z kultowych postaci naszej cywilizacji. Posiadał nieokiełznaną energię. Pisał, drukował, przemierzał cały kraj, organizując siatki i spiski. Był mistrzem charakteryzacji - omijał wszelkie zasadzki, przechytrzał podwójnych i potrójnych agentów. W czasie, gdy szukała go cała carska policja, zatrudnił się jako lokaj u gubernatora i wykradał mu z sejfu dokumenty.
Gdy tylko wybuchła rewolucja, udał się do Wieliczki. Tam sformował z górników oddziały i przyprowadził je do miasta. W nagrodę został sekretarzem dyktatora Tyssowskiego. Jego pierwszą pracą było wyrzucenie z gabinetu profesora Wiszniewskiego, który zakradł się nocą do siedziby rządu i ogłosił „naczelnikiem narodu polskiego”. Dzięki interwencji Dembowskiego Wiszniewski był nim tylko parę godzin, tak że większość krakowian przespała jego kadencję, nawet o tym nie wiedząc.
Dembowski nadał odezwom rządowym radykalny charakter. Powstanie zaczęło nabierać rozmachu i może coś by z tego było, ale wysłany w teren oddział wpadł w pułapkę pod Gdowem. Dembowski sformował następny. Tym razem wyprawa skończyła się tuż za rogatkami, a od jednej z pierwszych salw zginął on sam. Było to ogromną stratą, bo oprócz niego już prawie nikt nie wierzył w powstanie. Cała reszta rządu skorzystała z jego nieobecności, by zryw zakończyć. Po wydaniu buńczucznej odezwy, oglądnięciu patriotycznego spektaklu oraz odbyciu defilady wojsko powstańcze wyszło z Krakowa i złożyło broń. Na drugi dzień wkroczyli do miasta Rosjanie, a potem Austriacy. Ostatni skrawek jako tako wolnej Polski w postaci Rzeczypospolitej Krakowskiej uległ likwidacji.




Komentarze
Pokaż komentarze (11)