7 obserwujących
109 notek
26k odsłon
  238   2

Długopis i dudy

Pan prezydent Andrzej Duda kolejny raz naraził się tym, którzy na niego głosowali. Większość z tych, którzy wciąż jeszcze mieli o nim dobre zdanie – bo klękał i całował polską flagę, wygłaszał długie przemówienia bez notatek, często wypowiadał się pozytywnie na tematy historyczne, wspierał idee niepodległościowe, a nie rudopoddaństwo, wspierał rząd w działaniach, które miały wzmocnić pozycję Polski i przyspieszyć jej rozwój gospodarczy, deklarował przywiązanie do wiary katolickiej (przy okazji ubarwiając tradycyjne polskie święta nową świecką tradycją zapalania chanukowych świec), a nie ruchu macic żądnych rządu – zawiodła się na panu prezydencie. I nastał czas burzy. Burzy myśli, burzy emocji i potoków słów...

Dlaczego pan prezydent przestał się podobać i każda koza może teraz wskakiwać na niego (choć tylko wirtualnie) jak na pochyłe drzewo, choć nadal jest prezydentem kraju, którego jesteśmy obywatelami i chyba należy mu się szacunek jako głowie państwa? Ano dlatego, że zrobił coś, co zapowiadał. Jak to? – zapyta ktoś zdziwiony. Tak to – odpowie ktoś, kto nie jest zdziwiony, bo uważnie słuchał. Przecież prezydent Duda zapowiadał, że jest przeciwny nowelizacji ustawy w tym kształcie. Czy ktoś tego słuchał uważnie? Podobnie było wcześniej przy innych wetach pana prezydenta. Jedni twierdzą, że prezydent Duda to „długoPIS” i podpisuje wszystko (nie zauważają, że ten długoPIS czasem się zacina), inni utrzymują, że „autonomicznie analizuje przesłanki w oparciu o swoją najlepszą wiedzę” (słowa premiera Morawieckiego), co ma znaczyć, że podejmuje decyzje samodzielnie. Jak jest naprawdę?

Skoro prezydent podejmuje decyzje zupełnie samodzielnie, to może warto rozmawiać (nie mylić z tytułem zdjętego z anteny programu telewizyjnego) z nim, zanim wyśle mu się coś do podpisu. Po co się rozmawia? W tym wypadku po to, aby wiedzieć, co obie strony sądzą w danej sprawie i jakie mają argumenty na poparcie swoich tez. Można w takiej rozmowie podjąć próbę przekonania drugiej strony, używając argumentów, które nie muszą być przyjęte od razu, albo w ogóle odrzucone, ale ich przedstawienie może mieć znaczenie przy powrocie do tematu lub przy rozmowach na inny temat, gdy ponownie zdarzy się różnica zdań. Warto rozmawiać, a nie apelować do prezydenta, żeby zrobił coś, czego – jak zapowiadał – nie zrobi.

Prezydent wymienił dwa istotne problemy związane z nowelizacją ustawy o radiofonii i telewizji z 11 sierpnia 2021 r., nazwaną „lex TVN”: sytuację międzynarodową oraz prerogatywy prezydenta. Pierwszy problem opisał pobieżnie szef gabinetu prezydenta Paweł Szrot: „Otoczenie międzynarodowe Polski jest bardzo ważną sprawą, a w zakresie bezpieczeństwa od lata tego roku wiele się zmieniło - niestety na niekorzyść Polski. Chodzi o atak hybrydowy ze strony Białorusi, sytuację na granicy, o sytuację wokół Ukrainy. To wszystko trzeba brać pod uwagę w ramach polityki sojuszy Polski”[1]. Chodzi oczywiście o sojusz z USA i nasze oczekiwania względem tego sojusznika. Prezydent Duda wskazywał wprost na polsko-amerykańską umowę o wzajemnej ochronie inwestycji z 1990 r. Przyjrzyjmy się zatem tej amerykańskiej inwestycji w TVN, biorąc pod uwagę zapisy zaproponowanej przez rząd nowelizacji.


„Najważniejsze są w tej ustawie zapisy podane w art. 2 i 3. Podane są tam bowiem terminy na dostosowanie się do wymagań przywołanych w art. 1 w punktach 3 i 4 przez tych nadawców, którzy dotąd naruszają wymagania odnośnie do ich struktury własnościowej podane w ustawie o radiofonii i telewizji od roku 2004”.[2] (prof. Janusz Kawecki, członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji)


A zatem nie jest prawdą, że „lex TVN” oznacza zerwanie umowy z 1990 r. jak w swoim komunikacie gardłowała Discovery, ale jest raczej rodzajem „koła ratunkowego” dla TVN SA, które umożliwiłoby dostosowanie się nadawcy do obowiązującego prawa (od 2004 r.). Pan prezydent widzi to inaczej, a tym samym zgadza się na łamanie polskiego prawa. Czy to dobrze? Niech każdy odpowie sobie sam.


...są wśród dotychczasowych nadawców tacy, których struktura własnościowa nie jest zgodna z wymaganiami zapisanymi w obowiązującej od 2004 r. ustawie o radiofonii i telewizji. Badania i analizy przeprowadzone w KRRiT przez około rok wykazały, iż udział podmiotu dominującego w strukturze kapitałowej i usytuowanego poza Europejskim Obszarem Gospodarczym nie może przekraczać 49 proc. Tym nadawcom, którzy tego wymagania nie spełniają, ustawa przyjęta 11 sierpnia br. daje możliwość dostosowania swej struktury do wspomnianych wymagań. Nikt inny, tylko obecny podmiot dominujący, powinien podjąć decyzję o dostosowaniu się swoją strukturą kapitałową do wymagań ustawowych i odsprzedać temu, kogo samodzielnie wybierze z obszaru EOG, akcje przewyższające owe 49 proc. Nie da się tego wpisać w ograniczanie wolności słowa w mediach. Tak więc narrację wprowadzoną w obieg publiczny przez TVN SA i wspierające ją podmioty traktuję jako chybioną.[2] (prof. Janusz Kawecki, członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji)


Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka