"Może zjadłem kilka jabłek" powiedzial posel PiS Marek Łatas przylapany na prowadzeniu auta z zawartoscia 0,7 promila jablek we krwi.
Wlasciwie to chcialbym usprawiedliwic posla Łatasa. Na Kielecczyznie 0,7 promila jablek we krwi to zadne osiagniecie. Wlasciwie to stan permanentny kazdego prawdziwego gorala swietokrzyskiego. Stezenie jablek we krwi spada co prawda na ranem, ale zaraz po obudzeniu i porannej modlitwie jest natychmiast uzupelniane i utrzymuje sie przez dzien caly wlasnie w okolicach zdiagnozowanych u posla.
Jazda po jablkach po drogach publicznych jest narodowym sportem okolicznej ludnosci - fakt: uprawianym raczej na rowerach.
A ilez to zabawych zdarzen z tego moze wyniknac! ;-)))
Kto nie jechal drogami Kielecczyzny wieczorowa lub nocna pora nie wie ile emocji moze dostarczyc nieoczekiwane pojawienie sie na masce jego samochodu zjawy na bicyklu. Zjawy w wiekszosci sluzyly kiedys w marynarce - zygzakuja, stosuja pelne zaciemnienie oraz barwy maskujace (gumofilce + waciak). To stare sprawdzone metody aby uniknac storpedowania przez okret podwodny.
Dziekujemy Ci Jaroslawie Kaczynski.
Dzisiaj za posla Łatasa.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)