O tym, że polska piłka stoi nad krawędzią wiadomo nie od dzisiaj. Szansą na zmianę tego stanu rzeczy miały być pażdziernikowe wybory nowego prezesa PZPN. Kolejni kandydaci wyrażali chęć kierowania, tym jakże ukochanym przez kibiców związkiem. Wśród nich mój faworyt Ryszard Czarnecki. Był to jedyny kandydat który, przedstawił konkretny program. Który doskonale wiedział, że w tym burdelu nie idze, a żeby to się zmieniło nie wystarczy przestawić łóżka i zmienić tapety. I oto dzisiaj SZOK!!! Jedyna osoba mogąca cokolwiek zmienić, wcielenie ideii mesjanizmu w polskiej piłce - Ryszard Czarnecki - ogłosił że rezygnuje z walki o fotel prezesa. Oddal mecz walkowerem. Jak tłumaczy, dlatego że działacze wolą wybrać innego działacza po znajomości. Należy więc przypuszczać, że podobnie jak na Białorusi wynik tych wyborów jest z góry przesądzony. Ostatnia nadzieja PZPN - Ryszardz Czarnecki - postanowił więc wzorem białoruskich opozycjonistów zbojkotować te pseudo wybory. Złośliwi konkurenci już zacierają ręce i śmieją się, że to wcale nie tak....Ryszardz Czarnecki niezdołał najzyczajniej w świecie zdobyć wymaganych 15 głosów poparcia. Ale co oni tam mogą wiedzieć!
Teraz dalsze śledzenie kampani przed nowymi wyborami prezesa PZPN staje się już nudne, niepotrzebne i banalne. Na szczęście pozostaje jeszcze "konkurs na premiera". Kilka partii nie zgłosiło jeszcze swoich kandydatów więc może być jeszcze równie interesująco jak w przypadku PZPN.
P.S
A my swoje - pzpn, pzpn JEBAĆ JEBAĆ pzpn ! ! !


Komentarze
Pokaż komentarze