2 obserwujących
83 notki
40k odsłon
239 odsłon

Przeziębienie???!!!

Wykop Skomentuj6

W świetle informacji przytaczanych w mediach o najnowszej zarazie, można powiedzieć, że jakkolwiek koronawirusy pojawiają się sezonowo już od wielu lat, tegoroczny cechuje się wyjątkowym bogactwem objawów. Oprócz tych najbardziej rozpowszechnionych jak gorączka kaszel i porażenie płuc, stosunkowo często pojawiają się objawy gastryczne. To jednak nie wszystko. 

Kilka dni temu przeczytałem informację o wynikach analiz chińskich lekarzy, badających szczególne przypadki koronawirusa. Okazało się, że w prawie 30% przypadków zakażenie wirusem, dawało również objawy neurologiczne jak zawroty głowy, zaburzenia widzenia, bóle neuropatyczne, do objawów niedokrwienia mózgu. Ta informacja mocno mnie poruszyła. W tym roku jakoś ciężko przechodziłem sezon zimowy. W sumie nic dziwnego, zważywszy na fakt, że wnuczek zaczął w listopadzie chodzić do żłobka i co kilka tygodni przynosił do domu nową infekcję. Na początku stycznia przyszło na mnie mocne przeziębienie. Po tygodniu zmagań z chorobą, gdzie zwykle zaczynałem już zapominać o chorobie, infekcja jeszcze przybrała na sile. Niestety nie pomagały zwykle bardzo skuteczne sposoby. Jednego dnia poczułem wzrastające mrowienie całej prawej nogi. Po godzinie mrowienie pojawiło się również w prawej ręce, a w następnych godzinach czułem je już na prawej stronie twarzy. Przyznaję, że strach mnie obleciał, bo oczami wyobraźni widziałem już siebie na wózku inwalidzkim, ze zdiagnozowanym udarem mózgu. Oczywiście rzuciłem się do internetu po informacje o charakterystycznych objawach które wówczas miałem. Na szczęście udar posiadał kilka innych charakterystycznych cech, które u mnie nie występowały, więc uspokoiłem się na tyle, aby nazajutrz pójść do lekarza rodzinnego z ostrą infekcją górnych dróg oddechowych, wspominając oczywiście o mrowienie w jednej połowie ciała, które w międzyczasie mocno się osłabiło. Lekarz informację o typowym objawie neurologicznym zignorował, przepisując mi tylko antybiotyk na infekcję. Antybiotyk nie zadziałał, z infekcją boksowałem się jeszcze kilka następnych tygodniu, a po mrowienie pozostał przez parę tygodni ból mięśnia czworogłowego  uda. Przyznaję, że w moim życiu nie miałem nigdy takiego przeziębienia. Było uporczywe, mocno osłabiające organizm i niosło ze sobą dziwne objawy. Czytając wspomnianą na wstępie informację o neurologicznych objawach zakażenia koronawirusem, zaraz pomyślałem że przecież to mogło być i u mnie. Problem polegał jednak na tym, że moja infekcja miała miejsce od 5 do 30 stycznia tego roku, a więc w czasie, kiedy oficjalnie koronawirus, buszował wyłącznie w Chinach. Przyznaję, jestem laikiem w sprawach medycyny, nie poddawałem się specjalistycznym badaniom  i nie mnie wyrokować o tym jaki wirus mnie tak mocno wystraszył. 

JEDNAK dość szybko skonstatowałem, że skoro koronawirusy istnieją od dawna i co jakiś czas pojawiają się nowe szczepy, to pojawienie nowej wersji wirusa, dającej zresztą typowe objawy zwyczajnej grypy, można zidentyfikować wyłącznie za pomocą specjalistycznego testu oznaczającego typowe cechy tego jedynego, który się właśnie pojawił. Pomijam już taki szczegół, że przygotowanie takiego testu dla nowego wirusa zajmuje co najmniej 6 miesięcy. Wszyscy przyjęliśmy założenie, że ten nowy wirus pojawił się w Chinach, jednak ponieważ objawy infekcji są tożsame ze zwykłym przeziębieniem, równie dobrze koronawirus może hulać po świecie powiedzmy od września ubiegłego roku i nikt by tego nie zauważył. Dopiero w Wuhan zaczęto oznaczać tego wirusa testami z instytutu dr Drostena z Berlina, których zresztą certyfikacja była mocno wątpliwa. Tak więc nowy, potencjalnie groźny coronawirus, mógł rzeczywiście się pojawić na świecie. Jednak większość z nas do tej pory miała już z nim do czynienia, myśląc, że złapała wyjątkowo uciążliwe przeziębienie, lub w ogóle bez objawów. Teraz posiadając odporność na tego wirusa, nie musimy się obawiać straszliwej choroby, co próbują nam imputować wszystkie media. Wzrastająca liczba „nowych infekcji” to nic innego jak zliczanie rosnącą liczbą testów niedobitków fali, która już zanika. Zapewne, gdyby nie nakaz siedzenia w domu, strach, brak ruchu, słońca i świeżego powietrza, brak kontaktu z bliskimi, fala zachorowań (w zasadzie już nie zachorowań, ale infekcji, które niekoniecznie mogą wiązać się z jakimiś objawami), byłaby pomijanie niska i bez znaczenia. 

Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale