4 obserwujących
96 notek
44k odsłony
202 odsłony

Zachodnia cywilizacja - czy warto kruszyć o nią kopie?

Wykop Skomentuj8


W Salonie rozgorzała dyskusja wywołana szeregiem notek Karoliny Nowickiej o nowym paradygmacie wartości w życiu człowieka. Oponenci przytaczają argumenty o wartości zasad starego porządku, choćby dla kwestii przetrwania gatunku ludzkiego, tak więc dyskusja dotyczy spraw zasadniczych. Zastanawiam się jednak, czy to, na czym opieramy własne życie, jest warte wysiłku i poświęcenia. 

Zachodnia cywilizacja przez wielu kojarzona jest z wartościami chrześcijańskimi, jako wyrosła na przekazie Jezusa Chrystusa. Przez wiele lat gorliwie studiowałem Nowy Testament i mogę powiedzieć, że bardzo trudno doszukać się w naszej tradycji, tego o czym nauczał Jezus. Chyba że przywołamy stwierdzenie o perłach i wieprzach, zakładając, że nasza tradycja dotyczy tych wieprzy, zupełnie nie godnych perły. Dlatego prawdziwy przekaz musi pozostać zakryty, wieprzom pozostawiając bat i fałszywe wartości. 

Proszę nie obrażać się za tak dosadne sformułowania. Nic osobistego. To, o czym piszę, dotyczy zbiorowości, a zbiorowość jako taka, posiada niezaprzeczalną siłę w zaciemniania prawdziwego obrazu przed oczami jednostki. 

O wartości (lub jej braku) zachodniej kultury i cywilizacji, stanowi stopień jej wewnętrznego zakłamania. W sumie nic dziwnego, jeżeli za wzorzec wartości, przyjmuje się naprawdę wysoki poziom rozwoju duchowego i każe się do niego stosować ludziom, którzy niewolnictwo traktują jako oczywistość, a niewolników traktują jak myślące zwierzęta. Dopiero całkiem niedawno zaczęła w naszych głowach świtać myśl, że niewolnik to może też człowiek, posiadający taką sama jak ja iskrę Boga w sercu. Przez prawie 2000 lat panowania tych "wartości", tratkowaliśmy drugiego człowieka przedmiotowo, a nie jako z definicji godnego szacunku. Jakiś przykład? Proszę bardzo. Arkady Fiedler, człowiek z elit intelektualnych II Rzeczpospolitej, płynie na Haiti kupuje sobie zapewne nieletnią Haitankę od jej rodziców i grzmoci ją w chacie na plaży aż mu się nie znudzi, po czym kupuje następną. W głowie nie zaświta mu wcale myśl, że wygrzmocona i porzucona nie ma szans na życie w swojej społeczności. Pozostaje jej tylko burdel świadczący usługi dla marynarzy w porcie. Ten akurat przykład dotyczy nie tego co nakazuje "kultura", ale tego, co naprawdę dzieje się w głowach emisariuszy tej kultury. Zresztą Arkady Fiedler wcale nie kryje się ze swoimi zdobyczami i opisuje je w swojej książce, co tym gorzej świadczy o tym, co wtedy było akceptowalne w naszym kręgu tzw kultury.

Trzeba to określić wprost. Kurczowe trzymanie się zbiorowych wartości zaciemnia obraz tego kim ja naprawdę jestem. Powoduje, że klaps, albo nawet cios w szczękę, uświadamiający, że źle robię, może nigdy nie nastąpić.


Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale