Schodnik. To rodzaj domowego ducha, który lubi chodzić po schodach. Ten duch, zwany duchem chodzącym lub — w innych kulturach — schodnikiem, w zasadzie nic nie robi. On tylko chodzi. Tam i z powrotem. Jego ulubiona trasa – to schody. Młodsze osobniki wybierają schody strome. Te starsze preferują już takie mniej strome. I żeby nie miały zbyt wiele stopni.
W Moskiewskim Archiwum Duchów znajduje się dokument potwierdzający istnienie takiego ducha. A raczej jego żony. Na imię miała Schodnia. Bo niektóre duchy tworzyły pary: Schodnik i Schodnia. Nie wszystkie — ale niektóre. I chodziły razem pod rękę po schodach.

Schodnia była zawsze trochę bardziej rozmowna niż Schodnik. Czasem coś mruknęła. Najczęściej wtedy, kiedy schody były źle pozamiatane. Bo duchy schodowe mają swoje zasady: jak człowiek nie dba o schody, to duch nie będzie dbał o człowieka.
Schodnia lubiła schody drewniane. Bo każdy stopień ma własny jęk. A duchy lubią jęki schodów — ale nie lubią, kiedy człowiek jęczy. Bo to im się kojarzy z cierpieniem.
Raz ponoć Schodnia pokłóciła się ze Schodnikiem. O jeden stopień. Okazało się, że był ten o jeden stopień za daleko.
Istnieją jeszcze inne rodzaje duchów. Szeroko w świecie znany jest duch, który nazywa się po prostu Domownik. O wszystkie domowe duchyNależy dbać. Bo mogą raz pomóc, a raz zaszkodzić.
Będąc już w łóżku, ale jeszcze zanim sen zmorzy, warto westchnąć do ducha. Z prośbą o pomoc i życzliwość.
Duch — duch Domownik — to już zupełnie inny kaliber ducha. Tu żarty i bajki dla dzieci się kończą.
Każdy dom, w którym żyły pokolenia, ma takiego swojego ducha. Domownik — nie jest dobry, nie jest zły, jest tylko swój.
Nikt nie wie, kiedy się pojawił. Jedni mówią, że przyszedł z czasów, gdy ludzie jeszcze rozmawiali z ogniem. Inni — że narodził się z ostatniego oddechu przodka, który odszedł bez modlitwy.
Domownik nie lubi światła. W dzień śpi w ciemnym kącie. A w nocy? Po czym poznać, że się obudził?
Skrzypią podłogowe deski, choć nikt po nich nie chodzi. Bydło w oborze niespokojnie się porusza, jakby coś przechodziło między nimi. Dziewczęce warkocze potrafią się same rozplatać. To znak. Aczkolwiek nie boży — to jednak znak duchowy.
Krysz wyraźnie w swoim psalmie (psalm ten leży u mnie w piwnicy) pisał, że w każdym domu żyją nie tylko żywi.
Domownik zna imiona tych, których już nie ma. Zna kości pod progiem. Zna każdy oddech, który kiedyś ogrzewał ten dom.
Nie jest strażnikiem. Nie jest demonem. Jest pamięcią, która chodzi po nocach. ( i po schodach).
Czasami, będąc samemu podczas długich zimowych wieczorów, westchnij do niego: „Domowniku, nie zostawiaj mnie.”
Zbyt często człowiek zostaje sam — nawet wśród ludzi.


Komentarze
Pokaż komentarze