Krytyka Katolicka
Tradycja-Postęp-Dobry smak
1 obserwujący
4 notki
828 odsłon
150 odsłon

"Niedzielny katolik", czyli kilka słów o "moim" Kościele, cz.II

Wykop Skomentuj1

Dlaczego jestem niedzielnym katolikiem (i nie uważam tego za niewłaściwe)?

Gdy wpisuję w wyszukiwarce frazę "niedzielny katolik" i zaglądam do podanych odnośników, rodzi się we mnie coś na kształt buntu. Na stronach podających się jako katolickie, znajdziemy sporo materiałów, w których "świadomi katolicy" rozprawiają się z katolikami "niedzielnymi", podczas gdy tak naprawdę nie pokusili się na wstępie o uczciwe zdefiniowanie problemu, który tak ochoczo ze swojej szacownej pozycji atakują. Obawiam się, że już po kilku chwilach uczciwej refleksji na ten temat, ich buńczuczna narracja mogłaby legnąć w gruzach.  

W języku potocznym rzeczywiście funkcjonuje pojęcie "niedzielnego katolika". Niektórym ogólna oczywistość rozumienia tej frazy wystarczy, by w ogóle pominąć babranie się w definicjach i przechodzą do rzeczy... czyli do ostrzału . Wyjaśniają przyczyny, wskazują na konsekwencje lub na sposoby przejścia ze stanu "niedzielności" do stanu "żarliwości". Nasuwa się jedno pytanie: wszystko pięknie, ale o czym my tak naprawdę, kurcze blade, mówimy?  

Bo myślę sobie, że fraza "niedzielny katolik" nie spełnia już swojej domyślnej funkcji. Jeśli chcemy krytykować letniość wiary, bezrozumne i okazyjne czynienie wybranych praktyk religijnych, czy przypominanie sobie o swojej wyznaniowej przynależności wtedy, gdy ktoś ma do Kościoła jakiś interesik, to słowa "niedzielny katolik" są już nieaktualne. Dlaczego?  

Bo z całą szczerością stoję na stanowisku, że bycie niedzielnym katolikiem (ale nie takim naciąganym, tylko takim naprawdę) to coś, do czego większość szanownych "świadomych" katolików musi jeszcze dorosnąć. Ze mną na czele.  

Bycie szarym, niedzielnym katolikiem to pewien ideał, do którego postanowiłem jakiś czas temu dążyć. Uważam, że życie w Kościele statystycznego wiernego ochrzczonego, które miałoby polegać na: regularnym chodzeniu co niedziele i uroczystości do Kościoła, prostej modlitwie wieczornej, spowiedzi powiedzmy raz na miesiąc, elementarnym zainteresowaniu sprawami swojej duchowości i teologii, to naprawdę życie na poziomie. W tyradach wielu "świadomych" i zaangażowanych katolików przeciw tym "niedzielnym", pobrzmiewa mi coś, co nazwałbym wylaniem dziecka z kąpielą. Mianowicie ochoczo krytykując niektóre postawy wynikające z letniości statystycznego, szarego katolika, wrzucają do tego samego worka pewną mądrość Kościoła, który zdefiniował siedmiodniowy rytm życia liturgicznego oraz postawił przed wiernymi pewne wymagania (wydawać by się mogło, niewielkie), których przestrzeganie ma trzymać w ryzach życie duchowe jednostki i łączność z Panem.  

Nie oznacza to oczywiście, że do Kościoła nie wstępuję częściej niż raz na tydzień, tudzież nie zainteresuję się niczym, co jest nadprogramowe. Jednak wiem, że owo minimum, które stawia przede mną Kościół, ale naprawdę gorliwie i dojrzale przestrzegane, to coś, do czego należy zmierzać w pierwszej kolejności. To temat na całe życie: głęboki, poważny i trudny w swej istocie.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo