Pan premier ogłosił coś, z czego jasno wynika, że w ostatnich dniach doszło w Polsce do serii groźnych przestępstw przeciwko demokracji i wyborom. Jarosław Kaczyński oznajmił z absolutnym przekonamiem, że wszystkie ostatnie sondaże, które jego partii - PiSowi - nie dają wyborczego zwycięstwa, są sfałszowane.
Tworzenie i rozpowszechnianie fałszywych informacji tego rodzaju to ewidentny czyn przestępczy, mający wpłynąć na zachowania wyborców przy urnie. Premier, jak sądzę, ma dokładne dane na ten temat. I nic? Nikogo nie aresztowano? ABW się obija?
PS. Już po pierwszych komentarzach widzę, że część z Was imputuje mi intencje, których nie mam i mieć nie mogę. Dziesiątki razy pisałem, co myślę o sondażach. Nie wierzę w nie za grosz. Ale to brak profesjonalizmu, a nie oszustwo, którego nie śmiałbym nikomu zarzucić bez dowodów.
Po drugie i ważniejsze: powszechne fałszerstwo zarzucił sondażowniom i mediom premier, czyli prezes Rady Ministrów, której podlega policja, prokuratura i wszystkie tajne służby.
PS2. Jest 15.10, pora do Yumy: nikt z komentujących (już prawie 50) nie odniósł się, jak dotąd, do tego, co najważniejsze: czy tak ma prawo mówić premier?


Komentarze
Pokaż komentarze (173)