Mecz PiS-PO może nie jest jeszcze rozstrzygnięty, ale suma poparcia czołowej pary nie zmieni się już chyba znacząco. Może trochę spadnie - o 2-3 punkty. A to oznaczałoby dużą zmianę na polskiej scenie. Pozornie - zmianę na lepsze. Ale czy na pewno?
Już dwa lata temu mówiło się, że wybory są wewnętrzną sprawą PiSu i PO. A przecież w 2005 obie partie zdobyły poparcie "tylko" połowy głosujących. Dokładnie 51%. Dziś to zapewne co najmniej dwie trzecie, a może nawet trzy czwarte!
Tak jest w większości krajów o długich tradycjach demokratycznych. Wyjątkami są te, gdzie na konflikt społeczny nakłada się inny, np. religijny czy narodowościowy. Polska jest od takowego wolna, więc czyżbyśmy już byli bliscy dwubiegunowej sceny?
Wątpię. W Europie, USA, Australii - dominują pary: centroprawica i centrolewica. Czy para PiS-PO pasuje do tego kryterium? A kto tu jest bardziej na prawo, kto zaś na lewo? Myślę, że na partyjnej scenie czeka nas jeszcze wiele wstrząsów, bo nie zmieniam zdania, które wyrażałem tu niedawno: wciąż jakoś wątpię, by PO za parę lat nadal była znaczącym graczem. A i co do PiSu - daleko mi do pewności.
PS. Mój pierwszy komentarz do wyników jest tutaj. Na SG wisiał siedem minut.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)