Przez przypadek oczywiście - bo nigdy takich rzeczy nie robię - podsłuchałem rozmowę pracowników klubu sejmowego PO. Szczerze mówiąc widzieli, że przyszedłem do ich palarni, siadłem, zajarałem i słucham. Rozprawiali zaciekle o sensacji i porażce, jaką w Krakowie mają być dla Platformy wyniki Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina.
Mój łagodnie mówiąc dystans do prognoz exit poll, a zwłaszcza do wniosków o czymś więcej niż wyniki wyborów w całym kraju jest chyba jasny. Słysząc wczoraj, że Gowin wygrał z Ziobrą, wzruszyłem ramionami. Tak też kwitowałem inne podobne newsy, których nie dawało się skonfrontować z dostępnymi już cząstkowymi wynikami PKW.
Minister Zbigniew Ziobro ma przyjaciół i wrogów, ale trudno zaprzeczyć, że to jeden z dziesięciu może czołowych polityków ostatnich lat. Senator Jarosław Gowin może od paru tygodni - dzięki poparciu Kazimierza Marcinkiewicza - mieści się w pierwszej setce. Kraków bastionem PO nigdy nie był, sensacji więc w zwycięstwie ministra nie widzę żadnej. Prędzej w tym, że w mieście wygrała jednak, zdaje się, lista PO.
Pojedynki o prestiż - czy to ten Ziobry z Gowinem, czy szefa PO z premierem - mają nikły wpływ na rzeczywistą politykę. PO ma dośc powodów do zmartwień, chociażby dzisiejsze słowa Waldemara Pawlaka, iż choć ludowcy są w Sejmie siedmiokrotnie mniej liczni niż PO, arytmetyka nie może decydować, bo często mniejszy klub ma więcej racji. Ale komu problemów brakuje, zawsze je sobie znajdzie ;)


Komentarze
Pokaż komentarze (20)