Rozumiem wściekłość kilkuset osób czekających w niedzielę na dowózkę kart w Warszawie czy Gdańsku, oraz tysięcy stojących w kolejkach zagranicą. Ale wpływ obu afer na wynik wyborów jest żaden lub prawie żaden (na zagranicznych głosach wisi jeszcze jeden mandat pomiędzy PO i PiSem).
Miliony wściekły się gdy PKW przedłużyła o trzy godziny ciszę wyborczą twierdząc, że tak każe ordynacja. Dowodziłem już, że to nieprawda. Dotąd to PKW decydowała, kiedy głosowanie się praktycznie kończy i można ogłaszać prognozy exit poll. We wszystkich wyborach lat minionych, a także w tym roku następowało to, choć trwało jeszcze głosowanie w Ameryce Południowej i na Wyspach Brytyjskich. Głosowanie w kilku obwodach w kraju PKW potraktowała inaczej.
Dziś sędzia Stanisław Zabłocki oświadczył, że PKW zawsze tak intepretowała prawo: co innego wybory w kraju, co innego zagranicą. Jednak żaden przepis ordynacji nie daje podstawy do takiego rozróżnienia. Albo więc PKW dotąd łamała prawo, albo dzisiaj kłamie twierdząc, że musiała przedłużyć ciszę ku oburzeniu milionów Polaków. I w tym tkwi największa kompromitacja PKW w wyborach 2007.


Komentarze
Pokaż komentarze (36)