Trochę mnie bawi wielki spór wokół marszałków-seniorów, a smucą zupełnie zbędne słowa, jakich pod adresem prezydenta użył Stefan Niesiołowski. Zwłaszcza, że nie widzę podobieństw między przypadkami sejmowym i senackim.
Regiulamin Senatu znam słabo i zaglądać tam mi się nie chce. Nie sądzę, by Michał Kamiński zmyślał twierdząc, iż prezydent nie miał wyboru, nikt zresztą publicznie dotąd Michałowi nie zaprzeczył. Pewnie więc Ryszard Bender otworzć obrady musi. Po co strzępić języki i przypominać, kto i co o nim myśli?
W Sejmie wybór jest, co więcej - Kazimierz Kutz jest tak wyraźnie najstarszy, iż Lech Kaczyński zrobiby najlepiej wskazując właśnie jego. Ale Zbigniew Religa nie budzi przecież oburzenia swą postacią. Hałas więc znów niepotrzebny.
Zwłaszcza, że znacznie większą gafę niz prezydent strzeliliśmy my. My, dziennikarze, my, media. Nie sprawdziliśmy, wszyscy w ślad za mediami Agory donieśliśmy, że to Tadeusz Ross jest najstarszy i będzie seniorem. Sam go egzaminowałem przed kamerą TVP Info, zasymulowałem nawet mój ulubiony dialog, lecz na pytanie Co tak syczy? Ross zamiast odpowiedzieć pytaniem A teraz? - rzekł: - Przestało...
Nie godzę się wszakże z jedną jeszcze opinią: że marszałek-senior to postać bez cienia znaczenia. Nie! Otwierając iobrady wygłasza wszak zwyczajowo parę słów. Czasem nie parę, lecz kilkadziesiąt, a nawet kilkaset.
Występując w tej roli, i skandalicznie jej naduzywając w 1997 r., marszałek-senior Aleksander Małachowski z UP przeprosił w imieniu Sejmu Józefa Oleksego za słowa Andrzeja Milczanowskiego. Było to przed wszelkimi wyrokami sądowymi.
Żaden z tegorocznych marszałków seniorów przepraszać Oleksego nie będzie.


Komentarze
Pokaż komentarze (49)