O 15.00 Donald Tusk znów wpadnie do prezydenta. Tym razem ni winka, ni nawet pogaduchy: desygnacja i basta. W statusie szefa PO formalnie zmieni się niewiele: ot, uzyska prawo, a nawet obowiązek ochrony BORu. I może gabinet w Al. Ujazdowskich - jeśli zechce przyjąć tę ofertę Jarosława Kaczyńskiego.
Teraz oto będzie mógł już w majestacie funkcji przewidzianej w Konstytucji rozmawiać z kandydatami na ministrów. Czy poświęci na to weekend? Trochę ciężko, zwłaszcza, że część zainteresowanych może też uczestniczyć w rozlicznych uroczystościach.
A czas zaczyna naglić: sam Tusk zobowiązał się, że jeślio desygnację otrzyma w tym tygodniu, w przyszłym chciałby zakończyć procedurę: przedstawić rząd, uzyskać jego powołanie przez prezydenta i votum zaufania Sejmu.
Marszałek Bronisław Komorowski sugeruje, że dobrym dniem na expose Tuska byłaby środa 14 listopada. Ale tego też dnia Tusk planuje dopiero przedstawić skład rządu. Czy prezydent powoła go tego samego dnia? Wątpię. Nie ma zaś zwyczaju, ba - formalnie brak nawet podstaw, by expose w Sejmie wygłaszał premier jedynie desygnowany, a nie już urzędujący.
Tak czy tak, miodowy miesiąc się kończy. Czas do roboty, panowie. Patrzymy.


Komentarze
Pokaż komentarze (37)