W mediach, także w Salonie, od paru dni huczy, że marszałek Sejmu chce wysiudać paru posłów opozycji. Dziś oburzona trójka z PiSu na konferencji prasowej w Sejmie zarzuciła PO autorytarne zapędy . Przyznam, że pierwsze wieści na ten temat mnie zaskoczyły, ale próbowałem dowiedzieć się więcej przed napisaniem czegokolwiek.
Otóż nie chodzi o PiS. Wybór: parlament czy inna funkcja publiczna dotyczyć ma wg nieoficjalnych danych kilkudziesięciu posłów ze wszystkich klubów. Czas na decyzję mają wg prawa do północy. Mandat posła PSL już oddał Adam Struzik - woli dalej być marszałkiem Sejmiku. Waha się, ponoć równie zaskoczona jak PiSowcy, sen. Barbara Borys-Damięcka (PO), która jest też... dyrektorem teatru.
Czy więc nie ma problemu? Jest! Ale gdzie indziej, nie na froncie koalicja-opozycja - chodzi o obyczaje polityczne. Interpretacja marszałka jest nowatorska i zaskakująca, bardzo daleko idąca i wielce kontrowersyjna. Tryb powiadomienia zainteresowanych, tempo działań - skandaliczne. Nie pomnę, by ktoś dotąd zaliczał do objętych zakazem łączenia z mandatem parlamentarnymfunkcje np. dyrektorów muzeów czy teatrów. Także społeczne doradzanie jakiemukolwiek organowi władzy zaiste nie wydaje się nieść groźby konliktu interesów z posłowaniem. Jeśli mamy wszyscy zmienić zdanie, potrzeba jest szersza dyskusja i trochę na nią czasu.
Tu wrócę do dzisiejszej konferencji PiS. Jan Ołdakowski oburzał się, że marszałek nie może decydować wg własnej opinii. Otóż może, panie pośle, i w pańskim interesie jest, by z tego prawa nie rezygnował. Opinie prawne nie są dla niego wiążące, jeśli nie są zawarte w wyroku TK lub SN. Marszałek musi sam rozważyć, czy ekspertyzy go przekonują. Lepiej, żeby nie poczuł się przekonany i nie wygaszał pochopnie mandatów. A Sejm niech weźmie się za zmianę prawa tak, by stało się jasne, co z czym łączyć można, co zaś jest niebezieczną i zabronioną mieszanka wybuchową.


Komentarze
Pokaż komentarze (75)