Krzysztof Leski Krzysztof Leski
31
BLOG

Wioska nie całkiem globalna

Krzysztof Leski Krzysztof Leski Polityka Obserwuj notkę 78

Platforma dała dziś ciała. Ale nikt tego nie zauważył. Rzecz bowiem należy do dziedziny zdarzeń, które u nas uchodzą za niezdarzenia. W USA, Anglii czy Niemczech już by poleciały głowy. W Platformie nie polecą, bo nie wiadomo nawet, czyją ściąć. Za to, o czym piszę, nikt nie odpowiada, bo nikt nawet nie wpadł na pomysł, że ktoś powinien za to odpowiadać. Mimo, że ofiarą sytuacji padł szef. Donald Tusk.

Pod pałac prezydencki podjechał o 14.52 dość niepozorną Hondą Accord wynajętą od Kancelarii Sejmu. Poseł Paweł Graś otworzył mu drzwi (co szarża, to szarża), po czym obaj panowie raźno weszli do środka nie zważając na fakt, że zaproszenie mieli jedynie telefoniczne. 25 minut później Tusk wsiadł już do rządowego BMW serii 7 (rocznik tak na oko 1999); drzwi otwierał mu BORowiec. Graś sam rozsiadł się z tyłu w Hondzie, po czym kolumna, zamykana przez kolejne BMW BORu, ruszyła ku Sejmowi.

Korki były jak jasna cholera albo większe, bo po pierwsze piątek, po drugie deszcz, zaś na dodatek na remont Krakowskiego Przedmieścia nałożyło się zamknięcie całego Placu Piłsudskiego z powodu zbliżających się uroczystości katyńskich. Niebieska dyskoteka na dachu niewiele mogła pomóc. Gdy kolumna pełzała w kierunku Sejmu, w podcieniach Pałacu pojawił się nagle Michał Kamiński czyli minister w Kancelarii Prezydenta. Nie widziałem go, bo właśnie miałem lajfa i stałem tyłem. Ale od czego jest konkurencja?

Michała dojrzał Paweł Łukasik z TVN24. Chwycił za komórę, ale nadział się na pocztę - nic dziwnego, z daleka widać było, że Kamiński z kimś rozmawia, a widocznie nie ma uruchomionej opcji call waiting. Łukasik rozdarł się więc: Paaanie miiiiniiistrzeee!! - a okrzyk ten pokonał 70 metrów chronionego przez BOR i wojsko terenu i dotarł do uszu Michała. Ten zaś skinął głową i... przyszedł.

Między mniej więcej 15.35 i 15.45 ujawniił w TVN24 i TVPInfo sporo szczegółów o tym, czego dotyczyła 12-minutowa rozmowa szefa PO z Lechem Kaczyńskim. Między innymi oświadczył bez ogródek, że prezydentowi nie podoba się kandydat PO na ministra sprawiedliwości, prof. Zbigniew Ćwiąkalski, bo jest adwokatem.

Wreszcie Tusk dotarł do Sejmu, by o 16.00 spotkać się z dziennikarzami. To jest chwila, w której PO dała ciała. Ktoś powinien był śledzić media i ostrzec Tuska, że ten i kilka innych szczegółów rozmowy są już własnością publiczną. Ale nikt tego nie zrobił, bo pewnie nikt telewizji dla przyjemności obejrzeć nie miał czasu, a jako się rzekło, polscy politycy o usystematyzowaniu takich drobiazgów nie myślą.

Odpowiedzi Tuska na pytania, którzy kandydaci do rządu budzą niepokój prezydenta, musiały więc w oczach telewidzów wypaść nieco śmiesznie. Szef PO i tak miał jednak szczęście: dziennikarze w Sejmie też widocznie nie dostali ze swych redakcji sygnału, o co pytać. Oszczędzili więc Tuskowi pytań, które mogłyby go nieźle zaskoczyć.

Salonowa lista prezentów Bawcie się dobrze ChęP: -3/6   ChęK: -3/6   ChęS: -3/6 . Półbojkotuję "lubczasopisma" Baby od chłopa nie odróżniacie! Protestuję przeciwko brakowi Freemana

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (78)

Inne tematy w dziale Polityka