Mająca 210 posłów Platforma debatowała nad zawarciem koalicji godzinę. 7-krotnie słabszy PSL - trzy godziny. Czy to obrazuje proporcje ryzyka, jakie podejmują strony? Wątpię. Wyższą cenę za rządzenie zapłaci zapewne Platforma. Ale robi wszystko, by jak największą część rachunku przerzucić na koalicjanta.
To w zasadzie ich - PO i PSL - wewnętrzna sprawa, ale z dokładnością do drobiazgu: rachunkowe przepychanki mogą nie pozostać bez wpływu na skuteczność rządu. Oto po długich targach o ministerstwo pracy - nie dlatego, że takie cenne, lecz dlatego, iż nikt go nie chciał - najwyraźniej stanęło na tym, że zasiądzie tam ludowiec.
Co sprawa, że PSL rezygnuje ze swej wieloletniej specjalności - ochrony środowiska, gdzie tyle struktur w terenie, posad, funduszy i innych fruktów? Czemu bierze resort, który ma wszelkie szanse, by stać się hitem tej kadencji i przyczynić się do politycznej śmierci każdego, kto zechce nim pokierować?
Bezrobocie spadło, ale MPiPS to także, a nawet głównie polityka socjalna. Przez lata spychane na bok, na pilne rozstrzygnięcia czekają ZUS, KRUS, problem starzenia się społeczeństwa, emerytury pomostowe, polityka prorodzinna itp. itd.
PO zapewne zakładała, że weźmie to na siebie, a Michał Boni dokona tu cudu. Ale Boni z rządu sam się skreślił, przynajmniej z konstytucyjnego składu RM. I oto szef PSL Waldemar Pawlak powiada, że stronnictwo bierze odpowiedzialność za sprawy społeczne. Fascynujący eksperyment. Aż strach się bać.


Komentarze
Pokaż komentarze (32)