Bronisław Komorowski nieco wyluzował. Zapowiedział dosyć jasno, że na razie nie wygasi mandatu Jana Ołdakowskiego. Marszałek najpierw zwróci się do Trybunału. Konstytucyjnego! A gdy wszystko się wyjaśni, podejmie decyzję.
Marszałek wyznał publicznie, że zapisy dwóch ustaw: o mandacie posła i senatora, oraz o instytucjach kultury są niejasne, być może wewnętrznie sprzeczne, i może również sprzeczne z konstytucyjną zasadą wolności mandatu parlamentarnego. Cytuję to wszystko z pamięci. Marszałek nie powiedział jednak, czego od TK oczekuje.
Przypomnę zatem, że dawno minęły czasy, gdy TK miał prawo wykładni. Gdy coś było niejasne, mógł rozjaśnić - ogłosić obowiązująco, jak należy jeść tę rybę. Dziś TK nie może zrobić nic więcej poza ogłoszeniem, czy ryba jest jadalna. Jeśli jest trująca, TK wskaże i nazwie truciznę, ale nie musi podać recepty jej usunięcia. Jeśli rybę zjeść się da, TK niczego nie wytłumaczy maluczkim, którzy nie wiedzą, rękami to, czy łyżką.
Do rzeczy: w tej sprawie TK może orzec np., iż ustawy są zgodne z Konsytytucją, lub dopatrzyć się niezgodności - ale nie wewnętrznych sprzeczności, itp. itd. W większości wersji, które umiem sobie wyobrazić, marszałek Komorowski nie dostanie odpowiedzi na swoje wątpliwości w sprawie posła Ołdakowskiego. Czas minie, Trybunał się narobi, a marszałek do spółki z posłem pozostaną z rękami w nocniku. Rękami wciąż wszakże chronionymi immunitetem parlamentarnym, choć ten przed smrodem nie zabezpiecza.


Komentarze
Pokaż komentarze (50)