Zwracam się do tych wszystkich z Was, którzy rozpaczają po doniesieniach, że koalicja PO-PSL nie spróbuje uzgodnić projektu większościowej ordynacji wyborczej do Sejmu. Nic dziwnego: PSL karpiem wigilijnym być nie chce. Platformersi twierdzą, że w sprawie ordynacji mogą się dogadywać nie z koalicjantem, lecz z PISem, ale chciałbym zobaczyć, jakim PSL byłoby wtedy lojalnym partnerem w rządzie.
Czy jest szansa, że w tej kadencji Sejm zmieni konstytucję i uchwali ordynację opartą na Jednomandatowych Okręgach Wyborczych? Przykro mi, drodzy Czytelnicy: to nie jest właściwe pytanie, więc nie będę próbował odpowiedzieć.
Czy jest szansa na poważna dyskusję o JOWach, nie nad kawką w kuluarach, lecz nad konkretnym projektem w sejmowej komisji? To też nie jest właściwe pytanie.
Właściwa pytania brzmią: czy polscy parlament\rzyści en masse znają znaczenia pojęć ordynacja większościowa oraz JOWy? Czy rozumieją, że ta pierwsza to wcale nie to samo, co te drugie? Odpowiedź brzmi dwa razy NIE, a to wyjaśnia, dlaczego pytania postawione wcześniej są retoryczne.
Owszem, nieliczni wiedzą. Ta wiedza oznacza, że o zgodę PO-PiS byłoby trudniej niż można sądzić. Bo ci w PO, którzy mówią "większościowa", myślą o JOWach. Ci zaś w PiSie, którzy wspominają o "JOWach", mają na myśli ordynację większościową, ale w okręgach wielomandatowych, na podobieństwo tej, wg której dziś wybieramy Senat. Starczy zresztą przeczytac dokładnie słynny list Ludwika Dorna, by to zauważyć. Oto skrzecząca rzeczywistość.


Komentarze
Pokaż komentarze (66)