Gdybym bywał w Sejmie... Nie bywam, bo w koło Macieju stoję gdzieś na deszczu. Ba - ale gdybym bywał, to pewnie bym wiedział, o co chodzi. Z daleka wygląda to raczej niezrozumiale: jak ćwiczenia z polityki kadrowej w Prawie i Sprawiedliwości.
Większość swoich komisji Sejm powołał dopiero wczoraj. Ale trzy istnieją już od środy, zaś czwartek był drugim dniem ich żywota. Otóż już wczoraj w każdej z tych komisji doszło do... zmian w składzie. W jednym przypadku dość rewolucyjnych.
W środę PiS delegował do komisji unijno-europejskiej wśród 17 swych przedstawicieli m.in. Edwarda Siarkę. W czwartek go odwołał i zastąpił Janem Szyszko.
W komisji finansów zasiadł w środę, jako jeden 14 PiSowców, Wojciech Jasiński. Ale w czwartek został odwołany, a na jego miejsce PiS na razie nikogo nie wstawił.
To jednak wszystko nic: w komisji regulaminowej PiS wymienił już 1/3 swej drużyny. Powołani w środę, wśród szóstki PiSowców, Arkadiusz Czartoryski i Beata Kempa już w czwartek zostali zastąpieni przez Iwonę Arent i Zbigniewa Ziobro.
Żaden z pozostałych klubów jeszcze niczego w składach komisji nie zmieniał. Aż strach pomyśleć, co będzie, gdy nadarzy się pierwsza okazja zmian w składach pozostałych 22 komisji. O co chodzi? Nie mam pojęcia. Co z tego wynika? Pewnie nic. I fajnie.


Komentarze
Pokaż komentarze (24)