Gdyby to był jeden komentarz - machnąłbym ręką. Ale było ich ostatnio kilka. Niektóre całkiem wprost, inne jakby naokoło sugerujące, że Władysław Bartoszewski się nie umywa do Lecha Kaczyńskiego, bo ma tylko maturę, prezydent zaś - doktorat.
Zaiste nieuk z Bartoszewskiego straszny - niby próbował, ale wciąż mu nie wychodziło. Maturę zrobił u progu lata 1939, ale na studia jesienią tego roku nie poszedł. Zrobił to dwa lata później i studiował tajnie, w Warszawie, do 1944. I przerwał!
Wznowił studia dopiero w roku 1948 - i rok później znowu rzucił. To, że aresztował go Urząd Bezpieczeństwa i na 5 lat wsadził do pierdla, niewiele wyjaśnia. Musi coś facet przeskrobał, a dla takich litości nie mamy.
Odpokutowawszy Bartoszewski raz jeszcze, w 1958, wznowił studia, jakby myślał, że tym razem się uda. Ukończył nawet pracę magisterską. W nagrodę rektor skreślił go z listy studentów. 40-letni w tym momencie nieuk uznał, że dość tej zabawy.
Ci, którzy wykształceniem nad Bartoszewskim górują i uważają, że z tej racji powinien on siedzieć cicho, mają pewnie jednak jakieś skojarzenia z jesienią 1939, z latem 1944 w Warszawie, z UB, z końcem gomułkowskiej odwilży. Chciałbym wiedzieć, jakie.


Komentarze
Pokaż komentarze (152)