A łyżka na to: niemożliwe! Pracowałem z Beatą czas jakiś. Zasuwała jak mrówka, bez przerwy w robocie. Albo na montażu, albo coś nagrywała w terenie, albo scenariusz pisała i gości umawiała. Gdy prowadziłem program, przychodziłem na Woronicza już na gotowe: wystarczyło obejrzeć reportaż i zastanowić się chwilę nad wnioskami.
Program wspominam ambiwalentnie, bo - jak tu wielu zauważyło - nie leżał mi. Jestem antytezą dziennikarstwa śledczego, w którym trzeba myśl rysować ostro, nawet ją przerysować, a ja wszak składam się z wątpliwości i szukania dziur w całym. Wbrew różnym domysłom sam zrezygnowałem z prowadzenia 30 minut - wbrew Beacie.
Nie przyszła? Niemożliwe. Widać wciąż dziwne rzeczy dzieją się w mej byłej firmie.


Komentarze
Pokaż komentarze (31)