Błędów zwykle sporo, ale najgorszy jest poniedziałek. Bo dziennikarz "ekonomiczny" poszedł w piątek do domu o drugiej i do poniedziałkowego przedpołudnia nigdzie nie zaglądął. Często nie jest nawet świadom, że handel trwał.
Niektórzy wciąż żyją w epoce minionej - przekonani są np., że kursy walut wyznacza NBP. W poniedziałek w południe oglądają fixing, porównują z fixingiem z piątku, po czym przekonują mnie w pewnym popularnym radio, że złoty się dziś umacnia.
Tak było choćby wczoraj. Kłopot w tym, że złoty się nie umacniał. Przeciwnie, tracił - nawet dość szybko: grosz wobec euro i dolara przez trzy pierwsze godziny handlu. Wciąż jednak był powyżej piątkowego fixingu, bo niezły rajd w górę - o niemal dwa grosze - wykonał w piątek po południu, gdy większość mediów miała już weekend.
Wkurza mnie to - zupełnie jakbym nie miał większych kłopotów ;)


Komentarze
Pokaż komentarze (17)