Żadnych skojarzeń. Czysta teoria. Może uda się rzecz omówić spokojnie. Mówię o podziale kompetencji organów władzy, ale zapomnijmy, kto dziś jest kim. Założenie: Łysy ma mianować Naczelną Mysz , a wg prawa do powiedzenia mieć może coś również Gruby. Ale nie musi.
1. Łysy mianuje. - Ty - woła do Szczura - będziesz Myszą. Łysy nie musi nikogo pytać, informować, ostrzegać. Gruby patrzy i kiwa głową.
2. Łysy mianuje po konsultacji z Grubym. - Ty - pisze do Grubego - mój kandydat na Myszę to Szczur. Gruby ma 3 dni na odpowiedź, ale choćby się skręcał, Łysy może mianować Szczura.
3. Łysy mianuje w uzgodnieniu z Grubym. Pisze do niego: Szczur OK? Jeśli Gruby w terminie wyrazi sprzeciw, Łysy musi szukać kogoś innego. Ale nawet w tej formule inicjatywę ma Łysy: sprzeciw Grubego winien się ograniczyć do sytuacji, gdy Szczur jest dotknięty istotną wadą.
4. Łysy mianuje na wniosek Grubego. Ty - pisze Gruby do Łysego - ja tak chcę, zrób mi zaraz Szczura Myszą. Tu inicjatywę ma Gruby, a Łysy może się sprzeciwić, gdy Szczur jest dotknięty istotną wadą.
Te cztery formuły praktycznie wyczerpują temat. Moje interpretacje, co może Łysy, a co Gruby, nie są prawnicze, lecz prawniczo-intuicyjne. Nie jestem prawnikiem, nie zamierzam się równać choćby z rydzykiem_f. Może się fatalnie mylę. Ale z niektórymi jego tezami nie mogę się zgodzić.
Jeśli przyjąć, że w wersji (4) odmowa Łysego jest normą, a nie wyjątkiem - po co ustawodawca stosowałby wersję (4) zamiast (3)? Czy Gruby ma proponować kolejne kolory Forda T, aż dojdzie do czarnego?
Sytuację komplikuje kontrasygnata. Ale jeśli przyjąć, że nawet w wersji (1) brak kontrasygnaty Grubego na nominacji Łysego jest normą, a nie wyjątkiem - po co parlament stosowałby tę formułę zamiast (3) lub (4)?
Ergo, kontrasygnata powinna być uznana za obowiązek Grubego, a jej brak można uzasadnić tylko istotną wadą Szczura. Tak rozumiem intencje ustawodawcy, które wszak prostują pojmowanie litery prawa.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)