Krytyka pewnej podróży Donalda Tuska, przydomek Słońce Peru - jakże to krzywdzące! Oto G-4 spotkała się w Paryżu. No, Paryż nie Peru, ale na Toure d'Eiffel wjechać można albo funiculairem na Montmartre, panienki w Crazy Horse pooglądać, czy nawet Bateau-Mouche popływać, byle na filar mostu po pijaku kapitan w nocy nie wpadł, bo kicha.
Niech mi ktoś powie, że krzepka Angela, Nico Sarko, Gordon Bore Brown, Silvio Bojkotini i Manuel Plan Barroso spotkali się tam w innych celach. Bo chyba nie po to, by postanowić, że Europa będzie dalej robić to, co robi - czyli wspierać swoje niektóre banki, gdy tak jej się spodoba.
Sarkozy nauki odebrał solidne, chyba i od komunistów. Bo paryską mowę (Spekulantom nasze stanowcze nie) pisał mu Gomułka albo Jaruzelski, chyba że Urban. Czasy inne, spekulanci inni, mowa-trawa ta sama.
Ale nie! G-4 wymyśliła! Jeśli jakieś państwo pomóc bankowi, rzekł Sarko, to pod warunkiem, że to państwo ukarać prezesa banku. Jasne, wpędził bank w tarapaty, niech idzie w kazamaty. Jakiś paragraf się znajdzie. To ja wołam, Monsieur le Président, au secours! Przyjedź pan i pomóż skazać Jaruzela. On od spekulantów gorszy, a z paragrafem kiepsko.
PS. Panie Sarko, dwa piwa stawiam. Warka Strong. Délicieux, vraiment.


Komentarze
Pokaż komentarze (27)