Dwanaście zwyczajowych godzin debaty Sejmu w I czytaniu budżetu to corocznie dwanaście godzin straconych. Każdy rząd mówi to samo, każda opozycja też. Spór toczy się zaś o pietruszkę, bo Sejm nie może dokonać większych zmian w projekcie rządu. Ot, szczekanie o budżecie.
Każdą debatę coś jednak wyróznia. Dzisiejszą - optymizm rządu. Kilka lat poprzednich upłynęło pod znakiem zarzutów, że rządy zaniżają prognozy gospodarcze, by potem wykazać się przekroczeniem planu w wykonaniu budżetu. A teraz? Min. Jacek Rostowski: - Może okazać się konieczne obniżenie prognoz wzrostu PKB na 2009, ale w tej chwili nie ma po temu przesłanek. Jakub Szulc w imieniu klubu PO dodaje: - Być może za jakiś czas kryzys zmusi nas do rewizji wzrostu PKB.
Przesłanek? Być może? Za jakiś czas? Opozycja ma używanie, i trudno się dziwić. Rząd bowiem, jak założył w czerwcu, że będzie ponad 5%, tak się tego trzyma do dziś. Ryszard Petru, którego trudno nazwać wrogiem PO, mówi dziś, że wzrost może wynieść 4% - pod warunkiem, iż kryzys na świecie nie będzie się przedłużał. Co wszak nie jest pewne. A Morgan Stanley daje nam teraz 3,5% na 2009. I tak dalej. Ot, zimne dranie, tak źle nam życzą, a my tylko żyć chcemy lepiej i dostatniej.


Komentarze
Pokaż komentarze (25)