Zacznę od prowokacyjnej uwagi o politykach: nie wolno im siać paniki, gdy giełdy pikują. Ba, powinni nawet zaklinać rzeczywistość. Lamenty opozycji we wczorajszej debacie budżetowej Sejmu były równie nieodpowiedzialne, jak platformerskie straszenie, że rządy PiSu to benzyna po ileś tam.
To rzekłszy przechodzę do rzeczy: do analityków. Panikować nie powinni, ale nikt nie oczekuje od nich, by odprawiali czary nad rynkiem. Dziś pewien polski fachura oznajmił około południa, że przy takich spadkach, jak dzisiejsze, strach zostawać z akcjami na weekend. No to naród uznał, że nie zostanie, choć dotąd kładli do głowy narodowi komentatorzy z funduszy inwestycyjnych, że podczas paniki jest jedno dobre wyjście dla dobrego ciułacza: nie robić nic. Bo co zrobi, to straci.
Gdy zaczęło się zmierzchać, nadszedł trynd odwrotny. Na giełdzie i w mediach. Kolejni analitycy - zebrałby się chyba tuzin! - mówili z przekonaniem, że nastąpił przełom. Osiągnęliśmy dno, a teraz będzie już rosło. Zielonym do góry.
Trudno, czas na dane. Główny warszawski indeks, WIG20, zamknął się wczoraj wartością 2167 pkt. Dziś rano na otwarciu miał 2033, zrazu leciutko rósł, potem zaczął spadać, jak jeszcze nigdy w tym roku. O trzeciej po południu miał 1874 pkt.
I nagle, około 15.10, pociąg do Yumy odjechał. Pojawiły się zlecenia kupna. Ostatnia godzina handlu przyniosła wzrost WIG20 do nawet 2000 pkt, wartość zamknięcia to 1992. Na wykresie wygląda to nawet sympatycznie (nie wiem, czy ten link będzie dłużej aktualny, ale jak pogrzebiecie, to znajdziecie ;).
Pięknie. 100 punktów wzrostu w godzinę z hakiem to w dzisiejszych czasach niezły rezultat - i rzadki. Ale W porównaniu z zeszłorocznym maksimum WIG20 jest dziś niższy niemal o połowę. Czy nie za wcześnie na surmy zwycięstwa, panowie analitycy?PS. Żeby nie wyszło na wyżywanie się na jednej branży - pozwólcie, że zacytuję świeży czerwony pasek z TVN24: PILNE: FIFA i UEFA razem z Ministerstwem Sportu będą walczyć z korupcją - postanowiono w Zurichu. Podstawowe pytanie, które ma sobie zadać dziennikarz pisząc newsa, brzmi: So what?
PS2. Chodzenie do pracy bywa pouczające. Tu nie ma foxa, nie ma Adblocka. Jest goły IE 6.0. Dzięki temu dowiedziałem się, że dziś salon24 reklamuje felietony Żakowskiego...
PS3. Nie mogę się opędzić od myśli o projekcie pani minister zdrowia: znieczulenie przy porodzie nie jest idealnym rozwiązaniem dla dziecka, ale nie wyobrażam sobie uznania go za zbędny luksus. Min. Kopacz jest w sprawie poniekąd bezstronna - dzieci już chyba nie planuje. Czy powinna o tym decydować? Ja pewnie nie powinienem o tym pisać, bo zaraz dostanie mi się jak Jankowi Pospieszalskiemu za tekst o autorce projektu zmian emerytalnych...


Komentarze
Pokaż komentarze (103)