Porównanie jak porównanie. Trochę uprawnione, trochę absurdalne. Mój egoistyczny punkt patrzenia na świat sprawia, że dobry pisarz, gdy pisze w miarę lekko i nie jest pozbawiony poczucia humoru, jest dla mnie dużo ważniejszy niż najwybitniejszy nawet astronom. Także wtedy, gdy pisarz jest Czechem, a astronom - Polakiem.
Milana Kunderę uwielbiam. Jego przeszłość w KPCz nie przeszkadzała mi delektować się Nieznśną lekkością bytu, Księgą Śmiechu i Zapomnienia czy paru innymi pozycjami, których tytułów już nie pamiętam. Zdarzało mi się zresztą mylić dzieła Kundery z dziełami Hrabala. Ale rzadko ;)
Tej nocy dowiedziałem się, że w 1950, po donosie Kundery do bezpieki, ktoś został skazany na, drobiazg, 22 lata więzienia. Czeskie media cytują protokół z przesłuchania. Sam Kundera odmawia komentarza. Wydaje się więc, że w te informacje wątpić trudno.
Kundera od lat zakazuje tłumaczenia swej późnej twórczości na czeski. Obraził się na swoich nawet wcześniej niż Aleksander Wolszczan. Dziś mój punkt patrzenia na świat sprawia, że już wolę Wolszczana... Szkoda.
PS. Znów piękny stan licznika w chwili publikacji tego postu: 1 981 981. I znów zapomniałem zrobić zrzut z ekranu, by w ramki oprawić ;)


Komentarze
Pokaż komentarze (60)