Proces trwa. To już czwarta "udana" rozprawa. Udana w tym sensie, że udaje się wykonać jakieś czynności procesowe. Na pierwszej odczytano akt oskarżenia. Przez trzy kolejne Wojciech Jaruzelski składa"wstępne" wyjaśnienia. Czy dziś skończy? On sam pewnie nie wie.
Podsądnych jest siedmiu. Przed nami jeszcze sześć takich maratonów. Już to stanowi o jakiejś nierówności: gdy podsądni skończą, nikt chyba nie będzie już pamiętał aktu oskarżenia. Generałowie odwrócą wszak wszystkie koty do góry ogonami.
Współczuję. Tym, którzy tam siedzieć muszą bez przerwy. Dziennikarzom - zwłaszcza Łukaszowi Starzewskiemu z PAPa. Inni przynajmniej wiedzą, że streszczenie zrobią po swojemu. On musi nadawać swoje "krótkie" - relacjonować każdy co większy wygłup generała.
Jak ten choćby, dzisiejszy, że stan wojenny... uchronił "Solidarność", bo gdyby nie on, związek by się rozpadł wiosną 1982 w wyniku kłótni dwóch obozów - "radykalnego" i "umiarkowanego". Pan generał zapomina, że "radykalizm" nie był samoistny. Wynikał z postępującego betonowania się rządzącej partii komunistycznej. Nie byłoby podziału, byłyby coraz bardziej stanowcze żądania podziału władzy. I tego się pan bał, panie generale.


Komentarze
Pokaż komentarze (29)