Wrogie armie zajmują pozycje bojowe. Polska delegacja rządowa zjawiła się jako pierwsza w gmachu, nomen omen, Consilium. Prezydent się zbliża. Coraz więcej wskazuje na to, że dojdzie do prawdziwego skandalu międzynarodowego.
O tym, co myślę o stylu walki rządu z prezydentem, pisałem tu już parokrotnie. Nie zmieniam zdania. Ale to się już stało i się nie odstanie. Prezydent powinien się teraz wznieść ponad absurd sytuacji. Ba, musi to zrobić.
Bo na razie świat dowcipkuje. Wciąż można - i trzeba - uniknąć kompromitacji. Jeśli prezydent zechce wejść na salę i wywalczyć miejsce w polskiej delegacji, stanie się coś dużo gorszego w skali międzynarodowej niż to, co już mamy za sobą. A tak się stanie - zapowiedział dosłownie przed chwilą min. Piotr Kownacki.
W samolocie prezydent oznajmił dziennikarzom, że za postawą rządu wobec niego stoja niepolskie interesy. Fatalny tekst. To nie jest chwila na takie emocje.
Jeśli natomiast kolejny etap wojny stanie się faktem i prezydent wejdzie na salę, to zakładam, że minister siedzący u boku Tuska natychmiast wstanie i wyjdzie udając, że było to uzgodnione. Zastosowanie ma tu ta sama argumentacja jak wyżej. PS. 15.57. Odpowiadając na komentarze pod poprzednim postem znalazłem słowa, które obrazują problem chwili obecnej: po czyjejkolwiek stronie jest piłka, ten ktoś powinien natychmiast, po cichu, wybić ją na aut.PS2. 16.22. Siedzą - Kaczyński i Tusk. To znaczy, że prezydent postawił na swoim. To znaczy też, że nie stanął na wysokości zadania. Żenady ciąg dalszy, ale pałeczkę przejął Lech Kaczyński. Pytanie, czy spokojne wyjście Sikorskiego z sali było próbą zakończenia meczu, czy też rząd szykuje jakiś wariancik na wieczór...PS3. 16.30. Nazwijmy rzecz po imieniu: na fotelu szefa polskiej delegacji zasiadł Lech Kaczyński, który nie jest członkiem delegacji i przyznaje, że nie zna agendy szczytu. Miał o to słuszne pretensje do rządu - ale to teraz bez znaczenia.


Komentarze
Pokaż komentarze (115)