Prezydent Lech Kaczyński oświadczył po kolacji w Brukseli, że było miło. On i premier mówili to samo, a ich jedność zauważył nawet Nicolas Sarkozy: Jeżeli Polacy się między sobą zgadzają, to cała Unia musi się zgodzić - takie słowa francuskiego prezydenta, wypowiedziane dosłownie przed chwilą, zacytował dziennikarzom prezydent RP.
Nie jest jasne, czy było to podsumowanie kolacji, czy Sarko zażartował w rozmowie z Kaczyńskim, gdy już wstawali od stołu. Chodzić musiało o pakiet klimatyczny i Kaczyński był wyraźnie z tego dumny. Obawiam się, że przedwcześnie. Ten bonmot Sarko może utrwalić polski spór w pamięci całej Europy. To się jeszcze chyba nie stało, ale nam grozi.
Agencje, owszem, piszą o nas sporo. Reuter, który w serwisie światowym dotąd pomijał toczony w Polsce spór o szczyt - teraz poświęcił długą, czterokrotnie aktualizowaną depeszę wyłącznie kłótniom Polaków. Świat stoi wobec może największego od 80 lat kryzysu, ale polscy liderzy wzięli się za rogi... - pisze Reuter. Cytuje dowcipkujących dyplomatów Unii i słowa polskiego premiera do prezydenta (You can wish all you want). AFP zaś uznała te kłótnie za tak istotne, że pisze o nich w głównych depeszach podsumowujących sprawy klimatyczne na szczycie.
Przed północą temat im się znudził i na razie wypowiedzi Kaczyńskiego z cytatem z Sarko nie podchwyciły. Ale rano poczytają PAP, ktoś w Brukseli zagadnie francuskiego prezydenta i będziemy mieli się z pyszna. Bonmot i polska kłótnia przejdą do historii.
Po kolacji zdarzyło się zresztą więcej. Skoro zacząłem od prezydenta: był wesoły i nie powtarzał tego, co mówił po sesji, a przed kolacją - że bedzie jeździł na wszystkie szczyty, że rząd boi się wyjść przed szereg, że on dłużej od Tuska zna unijnych liderów, więc łatwiej mu się dogadać - ani tym bardziej tego, co mówił w samolocie.
Odreagowywał za to Donald Tusk. Pośrednio potwierdził, że w sali obrad oznajmił prezydentowi, iż sobie może. Zapowiedź obecności tegoż na kolejnych szczytach uznał za groźną z punktu widzenia Polski i wymagającą zmian w polskim prawie. Zapewnił, że w sporze kompetencyjnym z prezydentem ma 100% racji.
Odreagowywał też Piotr Kownacki, bo pewnie był głodny. Powtórzył, że ministrowie Sikorski i Rostowski sami nie wyszli z sali obrad RE, lecz zostali wyproszeni przez Sarkozy'ego. Oświadczył, że Tusk i Sikorski dwukrotnie odebrali czy też anulowali przepustki do siedziby UE dla otoczenia prezydenta. Oskarżył Tuska o próbę uczynienia z prezydenta - podwładnego. Zapowiedział śledztwo w sprawie odmowy udostępnienia prezydentowi samolotu. Oświadczył też, że nie spodziewa się, by prezydent mógł poprzeć kandydaturę Lecha Wałęsy do Rady Mędrców (sam Kaczyński powiedział wcześniej, że jej się nie sprzeciwi).
Radek Sikorski odparował, że słowa Kownackiego to natłok czarnego PR. Tezy o wypraszaniu z sali i o przepustkach nazwał bzdurami i kłamstwami i zapewnił, że Kownacki będzie za to przepraszał - tak, jak za informację z weekendu o telefonicznej rozmowie prezydenta z premierem.
Starczy. Długi ten post. Proszę zauważyć, że próbowałem tylko streścić niektóre ważniejsze wątki kłótni, które nasi dostojnicy toczyli w Brukseli, poprzez media, w jakże krótkiej chwili - po trzech roboczych kolacjach, a przed snem.
PS. Nie kumam, o co chodzi z "przepustkami". Do gmachu Consilium wszedł prezydent z ochroną. Kownacki oraz Michał Kamiński i Mariusz Handzlik nie zostali wpuszczeni. Sikorski twierdzi, że żadnych przepustek dla nich nie było i być nie mogło, bo nie są członkami delegacji, a prezydentawpuszczono kurtuazyjnie. W tej mierze bardziej prawdopodobne wydają się słowa szefa MSZ, bo nie wyobrażam sobie, by Sekretariat RE wydał przepustki, a potem je odebrał bądź anulował. Chociaż...
2 014 014 :)


Komentarze
Pokaż komentarze (40)