Znów popełniłem grzech naiwności. Zachciało mi się próby polemiki z tezą, że mord na Księdzu Jerzym był aktem założycielskim III RP. Post ów ma piętrową budowę, bo połowę stanowi cytat z artykułu z podziemnej prasy z 1985 r., ten zaś znów składa się w większości z cytatów z innych ówczesnych pism podziemnych."Źródłowy" artykuł jest bezładny, w kilku miejscach zupełnie niezrozumiały z przyczyn gramatycznych, zaś cytaty zawiera albo zręcznie wyjęte z kontekstu, albo sfałszowane.
W pierwszym komentarzu wskazałem słabe punkty tekstu "źródłowego", po czym wyraziłem zdanie o konkluzji Autora. W odpowiedzi dowiedziałem się, kim jestem - najpierw od kilkunastu gości bloga, dopiero potem od Gospodarza. Jeszcze kilkakrotnie próbowałem dyskutować o meritum, ale jedyną odpowiedzią były epitety. Moja propozycja przekazania Autorowi tekstów z 1984, które zmanipulowano w artykule z 1985 - pozostała bez odpowiedzi. Autora i jego gości interesowało jedno: rok temu, jako jeszcze anonimowy bloger, spotkał się raz z moją ostrą ripostą.
Nikt nie chciał pamiętać, o co poszło. Kilku anonimów nazwałem wtedy tak, jak zasługuje na to anonim zarzucający mi na moim blogu, bez cienia dowodu, że mam brudną przeszłość, mam się wstydzić swej "opozycyjności", byłem TW. Teraz zresztą Autor twierdzi, iż tego mi nie zarzucał. Upiera się, że kasowałem jego komentarze, choć nigdy tego nie czynię.
Ta mentalność wciąż mnie, o naiwności, zdumiewa. Każdy może mnie pomówić, a odpowiadając na kalumnie dopuszczam się ataku? Tak jak w Senacie Andrzej Gwiazda padł ofiarą ataku Bogdana Borusewicza. Gdy bowiem nazwał Borsuka prowokatorem SB, pomówiony marszałek Senatu żądał uzasadnienia tej tezy.
Pojawiła się mistrzyni Ctrl-C i Ctrl-V - Maryla. Powtórzyła po raz n-ty swoje kłamstwo, że doniosłem Onetowi na Pawła Paliwodę. Dodała nowe: że teraz doniosłem na Gospodarza bloga "adminom lub onetowi". Gdy zażądałem dowodów lub przeprosin - dowiedziałem się, że atakuję Marylę.
Powrócił przy okazji mit, jakobym stąd Paliwodę wygryzł. Kłopot w tym, że to nie ja go nawyzywałem, ani go nie zaatakowałem. To on kilkakrotnie na swoim blogu zaczepiał mnie z imienia i nazwiska, nie za to, co myślę, lecz w stylu "patrzcie, kto Leskiego popiera". Po którejś z kolei zaczepce zauważyłem jego obecność w s24, co wywołało jego furię. Tyle.
Na wyraźną prośbę Gospodarza bloga zlinkowanego na wstępie - już się tam nie pojawię. Nie sprostuję licznych drobnych kłamstw na mój temat, jakie się pojawiły w komentarzach. Ale podtrzymuję propozycję dla tych, którzy chcieliby się dowiedzieć tego, czego Gospodarz wiedzieć nie chciał: oferuję "cytowane" tam teksty z Tygodnika Mazowsze z 1984. Niestety w postaci plików JPG - programem OCR nie dysponuję.


Komentarze
Pokaż komentarze (63)