Moja intuicja szokuje czasem nawet mnie. Nie mówię o SLD, to było za proste. Ale Sarko? Parę razy pomyliłem się w radio, dając mu François, a nie Nicolas. To intuicja kazała mi się pomylić - Sarko idzie w ślady Mitteranda. François Mitteranda.
Najbardziej zbiurokratyzowany kraj Europy od dawna postuluje, by Unię Europejską upodobnić do państwa - ale dziś w Strasburgu poszedł naprawdę daleko. W trosce o nas, o naszą przyszłość i dobrobyt, o to, byśmy kiedyś, budząc się rano, nie ujrzeli naszych europejskich przedsiębiorstw w rękach nieeuropejskich.
- Mamy jedną wspólną monetę, jeden bank centralny, jeden rynek, a nie można mówić o jednej polityce gospodarczej - mówił o eurostrefie. Po czym sugerował, by szczyty państw strefy przekształcić w "gospodarczy rząd" ze stałym szefem w osobie premiera Luksemburga. Aby dzielnie zwalczać kryzysy.
Lecz to jeszcze nic. Aby wszystkie kraje UE mogły się dzielnie bronić, Sarko rzucił pomysł: Państwowe Fundusze Inwestycyjne. Mogłyby wspomagać rodzimy mały biznes, a na rynkach byłyby przeciwwagą dla podejrzanych, międzynarodowych funduszy prywatnych, a w razie kryzysu oczywiście koordynowałyby działania.
Lewicowy niemiecki Stern pokpiwa: Sarkozy stawia na socjalizm. Centrolewicowy Süddeutsche Zeitung: to rewolucja. A co my na to?
My - poczekajmy. Skrytykować zdążymy. Na razie w tymże Starsburgu czeka nas za dwie godziny debata Parlamentu Europejskiego o polskich stoczniach. Może na fali socjalistycznej nostalgii PE podkręci KE i coś nam z tego przyjdzie...


Komentarze
Pokaż komentarze (18)