Ten tytuł jest bardziej na miejscu, ale wstęp mego postu mógłby nosić podtytuł: Ciasteczko Warzechy. Ciastko na wystawie, które zamiast zaspokoić głód - budzi apetyt. Jest nim post Łukasza o procesie mafii paliwowej.
Niczego się nie czepiam. Temat jest tak szeroki, że trudno go ugryźć na blogu. Sejm (czyli polskie prawo) oraz same sądy skutecznie uniemożliwiają pracę wymiaru sprawiedliwości. Widzę to bez przerwy.
Bywam ostatnio gościem warszawskiego sądu. W jakiej sprawie? Nie wiem. Nieznana mi osoba pozwała nieznaną mi osobę, ja mam być świadkiem. Sąd nie ma prawa poinformować mnie, o co chodzi. Coś mi słabo świta, że oba nazwiska przewinęły się w którejś z audycji "30 Minut" w TVP Info.
Prowadziłem tę audycję. Reportaż zrobiły dziewczyny, których nazwisk nawet nie pamiętam. Ja zaś zwykle wolałem w rozmowie z gośćmi zająć sie problemem, a nie jednostkowym przypadkiem. Nie mam więc sądowi nic do powiedzenia.
Mógłym napisać prośbę o skreślenie mnie z listy świadków, ale szanse mam nikłe lub wręcz żadne. Wszak sędziów rozlicza się z liczby skutecznych apelacji przeciwko ich wyrokom. Podstawy większości apelacji są formalne, np. odmowa przesłuchania świadka. Który sędzia zaryzykuje, po co?
Byłem więc już dwukrotnie w sądzie. Za pierwszym razem po to, by dowiedzieć się, że pani sędzia zachorowała. Za drugim - by usłyszeć, iż sekretariat źle wpisał godzinę rozprawy na wezwaniu i już po ptakach. Ile razy jeszcze?
Teraz wątek tytułowy: za drugim razem na parterze spotkałem Andrzeja Leppera i Janusza Maksymiuka. Jadąc ciasną windą na III piętro wymieniliśmy parę uwag o obecnym Sejmie - i o sądach. Lepper nie wyglądał na przejętego moją "tragedią".
Oczywiście przyczynił się do tego, że jest teraz ciągany po sądach. Niemal codziennie ma rozprawę gdzieś w Polsce centralnej lub południowej. Ile z tych rozpraw nie dochodzi do skutku? Owego dnia w warszawskim sądzie też zjawił się niepotrzebnie.
Trochę więc żal mi Leppera. Mógłby teraz napisać książkę - jak usprawnić polskie sądownictwo. Sposobów są setki, niektóre nic by nie kosztowały. Wystarczyłoby uwzględnić w prawie istnienie telefonów i Internetu.


Komentarze
Pokaż komentarze (23)