Polacy potocznie mówią dealer, tym bardziej znają więc słowo deal. Oddalam tedy zarzuty purystów językowych pod postem Ludka Dorna. Sprecyzuję, co mogli wstępnie ustalić Donald Tusk i Jarosław Kaczyński.
Powtarzam: być może, wstępnie, nawet na poły milcząco - uznali, że jest scenariusz w sprawie euro, który pozwala obu stronom mieć nadzieję i zachować honor. PO zgadza się na referendum. Ufa, że Polacy nie powiedzą "NIE", choćby dlatego, że frekwencja zawiedzie i plebiscyt nie będzie wiążący.
PiS liczy na ostrą, ideologiczną kampanię na fali nastrojów recesyjnych. Ufa, że połowa wyborców dopisze, a większość powie "NIE". Ale zobowiązuje się, że w każdym innym przypadku nie będzie blokował zmiany konstytucji niezbędnej do zmiany waluty.
Prawdopodobieństwo takiego dealu wydaje mi się spore, choć pewnie nieprędko dowiemy się, czy nabierze on rangi uzgodnień międzypartyjnych.


Komentarze
Pokaż komentarze (41)