Mały sklep odzieżowy w mieście średniej wielkości. Południe. Puszysta pani z bloku obok wybiera żakiecik. Właśnie mierzy jaskrawo-seledynowy, ze stójką.
- Nie... nie. W tym żółtym, bez stójki, było mi lepiej - mówi cicho po paru minutach kontemplacji swego wizerunku w lustrze.
- Hańba, droga Pani, ten leży jak złoto! - upiera się sprzedawczyni.
Dziś chyba nie, ale za rok-dwa ta scenka może być normalna. Przykład idzie z góry, ze sfer politycznych. Ostatnio wszak w polskim Sejmie słowa hańba i Targowica rozbrzmiewają codziennie - dziś znów z okazji debaty o pomostówkach. A znaczą zgrubsza tyle, co: Mam nieco inne zdanie w tej kwestii.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)