50
BLOG
Okrągłostołowe sci-fi
Czytając Rafała Ziemkiewicza zapominam zwykle, że zasłynął zrazu jako pisarz w gatunku science-fiction. Gdybym o tym pamiętał, rzadziej bym się dziwił. Dziś również, zanim sobie o tym przypomniałem, zdziwiłem się czytając jego wywód, jak to "Solidarność" u progu Okrągłego Stołu wcale nie była słaba i niepotrzebnie uznawała komunistów za realną siłę: "Opowiadacze okrągłostołowych bajek usiłują wmówić dziś, jakoby zaproszenie opozycji do negocjacji było decyzją przełomową (...). Przemilczają fakt, że w istocie Okrągły Stół był nie pierwszą, ale już trzecią z podjętych przez generałów w drugiej połowie lat osiemdziesiątych prób poszerzenia politycznej bazy o nie-komunistów. Pierwszą stanowiła zapomniana dziś Rada Konsultacyjna przy Jaruzelskim; (...) Następnie złożono Kościołowi ofertę współrządzenia...". Komuniści zawsze, z wyjątkiem najgłębszego stalinizmu, zabiegali o listki figowe. Było PSL w latach 40., koła chrześcijańskie w Sejmie po 1956, niby pozapartyjny FJN, potem PRON, Rada Konsultacyjna. Efekty były mizerne, ale czerwony nigdy nie rezygnował. Czy była to oznaka słabości? Dowód, że w każdej chwili można było, kiwnąwszy palcem, obalić władzę PZPR? Czy tylko świadectwo, że komunizm był świadom braku legitymacji władzy i zawsze próbował oszukać sam siebie? Widziałem już kilka zabawnych uzasadnień tezy, że "S" zamiast siadać do OS powinna była brać władzę. Chyba zacznę je kolekcjonować.


Komentarze
Pokaż komentarze (100)