Zważywszy na umiarkowaną poczytność mojego bloga, pytanie przemknie zapewne niezauważone. Ale frapuje mnie ostatnio pewna możliwość...
We wszystkich sondażach możemy wybierać pomiędzy partiami. Ewentualnie zaznaczyć opcję "inne" albo zadeklarować brak uczestnictwa. Pomija się jednak jeszcze jedną możliwość. Można przecież oddać głos świadomie nieważny. Wrzucając puste kartki, lub też przekreślając je starannie - w całości.
Większość znajomych z którymi ostatnio rozmawiam, deklarację na kogo będzie głosować opatruje różnymi "ale" i "niestety". Nikt z nich - od bardzo lewa do bardzo prawa - nie czuje, żeby którakolwiek ze startujących w tych wyborach partii zasługiwała na poparcie, nawet nie "bez zastrzeżeń" - na poparcie jej programu i praktyki choćby w 60-70 procentach. Niemal każdy traktuje swój wybór mniej lub bardziej jako wybór "mniejszego zła". Ja zresztą też. Oczywiście, głosować wszyscy pójdziemy i oczywiście nikt z nas nie odda głosu nieważnego, ponieważ byłby to głos "zmarnowany". Ale...
Ale... Wyobraźmy sobie przez chwilę że oddanie nieważnego głosu nie jest jego zupełnym zmarnowaniem. Że istnieje realna szansa, że liczba świadomie oddanych głosów nieważnych osiągnie w tych wyborach poziom ok 10%. Że może stać się czytelnym sygnałem dla klasy politycznej: patrzcie, oto jest elektorat który idzie na wybory i chce głosować, ale nie odpowiada mu aktualna oferta. I może ten sygnał dotrze... że są do zagospodarowania głosy ludzi, którzy na pewno zagłosują, tylko na razie nie mają na kogo.
Załóżcie przez chwilę, że macie - na przykład dzięki sondażom, uwzględniającym taką opcję - pewność, że liczba głosów nieważnych oddanych w tych wyborach będzie spora. Znacznie większa niż wynikałoby to ze zwykłej ludzkiej omylności. Że taki sygnał do polityków może zostać efektywnie wysłany. Ilu z Was byłoby gotowych w takich warunkach wziąć pod uwagę oddanie głosu nieważnego?


Komentarze
Pokaż komentarze (15)