Szanowny Panie Prezydencie!
Nowa ustawa lustracyjna powinna tego ranka trafić na Pańskie biurko. Po senackich poprawkach wydaje się bardziej trafiać w Pana gust. Pamiętam bowiem, że parę tygodni temu ostrzegał Pan, iż może ustawę zawetować, jeśli pozostaną tam zapisy nakazujące ujawnienie pełnej zawartości teczek, włącznie z informacjami o życiu prywatnym, na przykład seksualnym, ofiar inwigilacji.
Senat wprowadził idącą w tym kierunku poprawkę, a Sejm ją przyjął. Stanowi ona, że z drobnymi wyjątkami nie będą publikowane fragmenty akt dotyczące sfery intymnej i stanu zdrowia.
Apeluję jednak, by nie uległ Pan złudzeniu, że problem zniknął. W aktach bezpieki jest też wiele innych informacji, prawdziwych lub fałszywych, które w obu wypadkach nie powinny raczej być ujawniane. Czy zgodzi się Pan, że niesmaczne byłoby ujawnianie trudnych do zweryfikowania dociekań bezpieki, czy ten lub inny zasłużony działacz podziemia dłubał w nosie, a jeśli tak, to którym palcem?
W wielu teczkach - a przeczytałem niejedną, nie tylko własną - jest jednak coś jeszcze gorszego. Mianowicie donosy o osobach trzecich, które bezpośrednio nie były przedmiotem inwigilacji.
Pozwolę sobie to wyjaśnić na zanonimizowanym (trudne słowo) i uschematyzowanym (jeszcze trudniejsze słowo) przykładzie. Weźmy teczkę pana X, może TW, a może pokrzywdzonego - w tym wypadku to niemal wszystko jedno. Bezpieka lubiła robić "wywiad środowiskowy" nie tylko o osobie, której teczkę założyła, ale także o jego bliskich - szukając haków. Załóżmy, że w teczce jest więc notatka o osobie Y, panu X bliskiej, która poza tym nie była inwigilowana, nie była TW, i nie ma podstaw do przypuszczeń, że mogła być niegrzeczna. Notatka, oparta zapewne na opiniach osób nieprzychylnych osobie Y (bo któż inny zechciałby gadać z bezpieką?), zawiera informacje dla osoby Y krzywdzące - albo fałszywe, albo prawdziwe, ale wyrwane z kontekstu. Czy mają dziś stać się jawne? Wszak osoba Y, nawet jeśli jej nazwisko się utajni - będzie łatwo rozpoznawalna dla otoczenia swojego i pana X. I niewątpliwie zostanie ujawnieniem notatki skrzywdzona, choć nie zawiniła niczym ani w sensie ustawy, ani w myśl zdrowego rozsądku.
Szanowny Panie Prezydencie, niech się Pan zastanowi. Proszę, nalegam, apeluję.
Z poważaniem
Krzysztof Leski
PS. List niniejszy przesyłam wyłącznie w tej formie - publikacji na www.salon24.pl - bowiem mniemam, że Pańscy podwładni już tu na wszelki wypadek zaglądają, nie mają natomiast czasu, by czytać pocztę mailową, a tym badziej tradycyjną.
38
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (19)