Niespodziewanie, bo byłem już skłonny zlitować się nad nim. Jak dla mnie, swoje odsiedział. Ale jeśli za moment sąd go wypuści, będę musiał jechać do Białołęki, pod więzienie, i czekać, aż jaśnie pan Lew wyjdzie, by z uśmiechem oświadczyć, że przecież jest niewinny.
Na termometrze niby 9 stopni, wiatr niezbyt silny. Gdybym mógł nosić czapkę, nie widziałbym problemu. Bez niej jest tak sobie. Lajfując wczoraj spod Pałacu Prezydenckiego czułem, jak mnie przewiewa. Zacytuję Kubusia Puchatka i Prosiaczka tropiących Hohonia: marzły mi uszki.
W pysku wciąż dwa niedoleczone ogniska zapalne i czuję, że nadchodzi kolejny większy kłopot. Cóż by się takiego stało, gdybym założył czapkę? Negocjuję w tej sprawie od paru tygodni. Jak dotąd telewizja jest nieugięta.
Twierdzi, że w czapce to można lajfować z Syberii, a w kraju od minus piętnastu w dół. Poza tym zaś czapka ma być wyrazem braku szacunku dla widza. Pytam tedy nieśmiało, kogo z Państwa obraża moja czapka?




Komentarze
Pokaż komentarze (5)