Za parę minut wszystko będzie jasne: sąd zdecyduje, czy Lew Rywin wyjdzie dziś z więzienia, czy tam pozostanie. Niespodziewanie jestem za tym, by tam został...
Niespodziewanie, bo byłem już skłonny zlitować się nad nim. Jak dla mnie, swoje odsiedział. Ale jeśli za moment sąd go wypuści, będę musiał jechać do Białołęki, pod więzienie, i czekać, aż jaśnie pan Lew wyjdzie, by z uśmiechem oświadczyć, że przecież jest niewinny.
Na termometrze niby 9 stopni, wiatr niezbyt silny. Gdybym mógł nosić czapkę, nie widziałbym problemu. Bez niej jest tak sobie. Lajfując wczoraj spod Pałacu Prezydenckiego czułem, jak mnie przewiewa. Zacytuję Kubusia Puchatka i Prosiaczka tropiących Hohonia: marzły mi uszki.
W pysku wciąż dwa niedoleczone ogniska zapalne i czuję, że nadchodzi kolejny większy kłopot. Cóż by się takiego stało, gdybym założył czapkę? Negocjuję w tej sprawie od paru tygodni. Jak dotąd telewizja jest nieugięta.
Twierdzi, że w czapce to można lajfować z Syberii, a w kraju od minus piętnastu w dół. Poza tym zaś czapka ma być wyrazem braku szacunku dla widza. Pytam tedy nieśmiało, kogo z Państwa obraża moja czapka?
32
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (5)