Zagadka ordynacyjna okazała się niełatwa. Przypomnę: pytałem, jaki byłby efekt jednej maleńkiej poprawki w ordynacji do Sejmu - zamiany w art. 166 ciągu "1; 2; 3; 4" na ciąg "1.001; 1.002; 1.003; 1.004".
Zagadkę opublikowałem wczoraj pod wieczór, a dopiero dziś w południe padła prawidłowa odpowiedź. Otis Tarda napisał: Praktyczny efekt - zwycięzca bierze wszystko. Dokładnie! Byłaby to ordynacja większościowa. Brawo, Otis Tarda!
Nagrodą niech będzie tym razem talon na salon (Igor, wręczysz?). Nagroda się bezsprzecznie należy, choc druga część odpowiedzi O.T. jest kontrowersyjna: TK oczywiście nie mógłby tego uznać, jako że taka ordynacja łamie drastycznie zasadę proporcjonalności. Ha - może tak, może nie. Trybunał musiałby gdzieś postawić granicę. Gdzie?
Ordynacja w pełni proporcjonalna jest nierealna, dopóki genetycy nie nauczą się klonować ludzi np. wg schematu: 0.46 posła PiSu, 0.39 z Platformy, 0.12 z LPR i 0.03 Mniejszości Niemieckiej. Proporcjonalność w Niemczech, metodą Hare-Niemeyera, jest prawie doskonała. Reszta to wypaczenia.
Niemal wszędzie stosuje się próg wyborczy, który wypacza proporcjonalność. Głosy dzieli się w okręgach, a nie w skali kraju - kolejne wypaczenie. Stosuje się metody St.Lague lub d'Hondta - to dalsze odstępstwa od proporcjonalności.
Należy rozumieć, że legalnym wypaczeniem proporcjonalności jest dzisiejsza polska oddynacja z d'Hondtem czyli ciągiem podzielników: 1, 2, 3, 4... Legalne były też poprzednie, z St.Lague klasycznym (1, 3, 5, 7...) i modyfikowanym (1, 1.4, 3, 5, 7...). W 1993 r. SLD i PSL zdobyły łącznie 36% głosów i 66% mandatów w Sejmie. Proporcjonalnie i legalnie.
Powiada Otis Tarda, że mój ciąg - 1, 1.001, 1.002... - byłby nielegalny. TK musiałby zatem określić granice. Na przykład ogłosić, że zgodny z konstytucją jest ciąg 1, 1.3, 1.6, 1.9, 2.2... i każdy łagodniejszy dla słabych partii, zaś każdy ostrzejszy - nielegalny.
Oraz odwrotnie: że na przykład jeszcze legalny jest ciąg 1, 6, 11, 16..., ale każdy łagodniejszy - już nie. Bo wszak już np. ciąg 1, 16, 31, 46... oznaczałby, że każda partia, która przekroczyła próg, ma 1 mandat w każdym okręgu. Bez względu na to, czy zdobyła 5, czy 50% głosów.
Toż śmiechu byłoby co niemiara. Nie w narodzie, lecz w redakcjach, które najpierw próbowałyby pojąć, o co chodzi, a potem głowiłyby się, jak to wyjaśnić widzom, słuchaczom i czytelnikom.
21
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (4)